Komercya 2000 (wersja fabrik-mietał)
słowa: Kazik Staszewskimuzyka: Kazik Staszewski
5 utwór na płycie "Mars napada"
Pamiętam ten poranek jakby wczoraj to było Obudziłem się jakiś taki inny Ręce niby te same, twarz i nogi podobnie Poczułem się jakoś mniej niewinny Śniadanko smakowało jakby trochę inaczej Z początku nie wiedziałem co to znaczy Zmierzyłem gorączkę, tętno i ciśnienie Dumałem czy czyste mam sumienie Pamiętam ten moment gdy doznałem olśnienia Z wrażenia oparłem się o wannę Stałem tak kilka minut, może nawet godzinę Dotarło objawienie poranne Stałem się komercyjny i komercją się stałem Nic o tym wczoraj nie wiedziałem I zobaczą wszyscy jak komercja mną kieruje Marnym losem kieruje Panie Boże zlituj się nade mną... Widziałem cień orła, ale się nie przyznałem Łudziłem się, że mogę to ukryć Przestałem wychodzić z domu i po kryjomu znamię To pragnąłem zmyć. Wydawało mi się, ludzie wytykają mnie palcami Podszeptują za moimi plecami, Niczym trądem skażony, sam sobie zostawiony Komercją powikłaną zarażony Panie Boże zlituj się nade mną... Pytałem sam siebie jak to się stało Widocznie modliłem się za mało Żyłem grzesznie, nie robiłem nic pożytecznego Nie kochałem bliźniego jak siebie samego Konsekwencje ponoszę, brzydzę się samym sobą Sam siebie nie znoszę, kroczę drogą, Którą sam wybrałem w swojej naiwności Litości mi trzeba w tej ciemności Panie Boże zlituj się nade mną... Poniekąd nie ma głupich pytań... Są tylko głupie odpowiedzi... Nie jest tak głupota wszędzie siedzi... Panie Boże zlituj się nade mną...