komentarze i recenzje
dodaj komentarz lub recenzję
madziorek 2006-10-10 11:36:28
Norbert 2007-04-18 12:38:26
bart 2007-11-03 02:53:35
Roman Morris 2008-02-27 22:46:56
ania 2008-08-29 14:08:48
kizior 2009-01-16 17:14:18
Kiler 2010-05-21 17:58:08
madziorek 2006-10-10 11:36:28
czy to ten kaziczek za którego muzyką perzepadam? troche mnie zaskoczył, ale i tak nie przestane go lubić!:)
Norbert 2007-04-18 12:38:26
qrde jak można w Boga nie wierzyć to niby jak powstali ludzie ? lubie Kazika i słucham jest najlepszy w polsce w swoim rodzaju.a świadkowie jechowy nie są źli i nie wiedziałem jaki jest kazik
bart 2007-11-03 02:53:35
Kazik yz de best!!! Rzadkość, że ktoś mówi co myśli. I robi jak uważa!! Wymarły gatunek. Pozdr.
Roman Morris 2008-02-27 22:46:56
Powód mojego wystąpienia z błędu
W liście tym, na samym początku, jest dla mnie ważne wyrażenie współczucia połączonego z troską o szczerze wierzących ludzi. Szukających w religii podobnego wsparcia, jak moja nieżyjąca już mama, która dyskutowała ze znajomymi mimo ich kąśliwych drwin, przekonana, że znalazła skarb w postaci jedynego prawdziwego wyznania.
Mam dla wszystkich nieświadomych, głęboki szacunek, gdyż zauważam tutaj szczerość, podpieraną waszym własnym przekonaniem, że współuczestniczycie w budowaniu lepszego chrześcijańskiego świata. Wiem, że pozbawiani jesteście przez waszych naczelników, obiektywnych i na faktach opartych wiadomości, niezbędnych do dobrej orientacji. Oni wiedzą, że nie są żadnymi szczególnymi wybrańcami, ale milczą, opóźniając przyznanie się do własnej winy. To są ludzie, którzy przywłaszczyli sobie miano przewodników w prawdziwym chrześcijaństwie, jak sami nazywają swój religijny ruch. Do nich skierowana jest moja krytyka, gdyż świadomie dalej prowadzą. Nie szukając lepszej drogi, mogą liczyć tylko na przypadek, że zmieniając, co jakiś czas kurs, określany nowym światłem, trafią do jakiegokolwiek celu. W takim przypadku, zorientowane o błądzeniu pasterzy, owce, zmuszone są prowadzić się same. Moim zdaniem, jest to, od samego początku, błądząca czołówka, która doszła nie dalej, jak do punktu własnego ośmieszenia! Członkowie wyznania, dający jeszcze wiarę, krytykowanemu tutaj przezemnie kierownictwu, dostrzegają rażące nie spełnienie się wszystkich oczekiwań, ale im rzekomi pomazańcy, za pomocą odpowiednio wymodelowanej pokory, zamykają usta.
Pojawił się nowy, coraz bardziej zauważalny trend, w rosnącej liczebnie grupie, której dociekliwość zadawanych pytań, przysparza wielu kłopotów ciału kierowniczemu, które nie wie już, czym można jeszcze zaszpachlować przebijające zakłamanie. Próbuje się teokratycznymi argumentami, sprowadzić do milczącego stanu spoczynku, wszystkich zapędzających się. Bezskutecznie! Umiłowanie czystego chrześcijaństwa, jest w ludziach bardzo mocne, mimo iż zdarza się przegrywać własną walkę o nienaganne postępowanie. Traktowani jak trędowaci, nie chcemy pokornie milczeć i zajmować niemych miejsc, w ostatnich rzędach waszych sal, w których poziom studiowania pozostawia wiele do życzenia. Tak długo, będziemy zwracać uwagę środowiska, aż się rozpozna, że od ponad stu lat jest zwodzone.
Interesuję się historią, mającą związek z Biblią, która uczy o Bogu i daje mi wielu pożytecznych informacji, zaspakajających nie tylko moją ciekawość, ale również pozytywnie wpływających na moje życie. W latach 60-tych, moja mama kierowała uwagę na to, że jesteście wyznaniem zachęcającym do jej czytania i poważnego traktowania. Pamiętając o tym, wiele lat później, przyłączyłem się do waszym zdaniem, najlepszego zapoznawania się z zawartymi w Biblii tekstami. Rozważania, dotyczące osoby Boga, traktuję zawsze bardzo poważnie, gdyż ma to kluczowy wpływ na wybór poglądów u wielu wierzących ludzi. Dlatego, zapoznawaniu się z tekstem Biblii, staram się nadawać jak najbardziej obiektywny wymiar. Takie podejście związało mnie z treścią Słowa Bożego. W trakcie rozważań zacząłem stwierdzać jednak, że wasze wyznanie, interpretuje z naciąganiem, pliki wersetów biblijnych, po to, aby wzmacniać głoszone nauki, w których również pozbawiacie Jezusa, należnego mu miejsca. Wziąłem pod „opiekę”, takie poglądy np. jak pokolenie 1914, transfuzja, wykluczanie za krytykę kierownictwa albo jawne korygowanie fałszywych akcentów, propagowanych rozmówcom. Waszym doktrynom, podpieranym za pomocą słabych stempli, grozi poważne zawalenie. Tak samo jak tym, które pomimo wyciszania głośności, z wielkim hukiem runęły!
Podobnie jak robili to, chwaleni również przez wasze towarzystwo za rozsądek, Berejczycy, zacząłem się od 1995 roku, uważniej przyglądać, tym biblijnym podpórkom. Jedną z uniwersalnych porad, jakich udzielacie wszystkim chrześcijanom wierzącym inaczej, których koniecznie staracie się pozyskać dla struktury waszego chrześcijaństwa, gdyż nauczacie, że tylko wasza interpretacja jest prawdziwa, jest porada, aby zbadali swoją religię. Nie można w chrześcijaństwie, stosować dwojakich odważników, w Sądach i waszych komitetach sądowniczych również!!! Krytykę natomiast zaczynać się powinno od siebie, dlatego posłuchałem rady Towarzystwa Strażnica. Zacząłem interesować się historią tego ruchu. Pamiętałem niespełniony rok 1975, przed którym ostrzegali składający wizyty w naszym domu, głosiciele świadków. Byłem wtedy daleko od pojęć doktrynalnych, pod wrażeniem, których była mocniej moja mama. Z typową dla młodych ludzi, dynamiką, przeżyłem rok 1975, nie pamiętając o tym, że miał to być rok znamienny. Przypomniałem sobie, chyba, w 1977, że przeoczyłem jakieś ważne wydarzenie. Nie wiem, jak to spełnienie tłumaczono świadkom wewnątrz ich społeczności, nie miałem z nimi wtedy kontaktu. Obecnie, starsi wiekiem świadkowie, przekłamują siłę tamtych oczekiwań, nie informując młodych o tym, że były rodziny, zmuszone do zmiany miejsca zamieszkania, z powodu szyderstw sąsiadów, których do końca 1975, zapewniano o stuprocentowej pewności tego wyliczenia. Moja mama, najwyżej ceniąca Biblię, do czytania, której zachęcała, miała umiarkowany punkt widzenia. Dawano jej w zborze do zrozumienia, że na spotkania nie chodzi regularnie (oprócz własnego spojrzenia, miała problemy ze zdrowiem), co budziło w niej krytykę wymagań. Dzisiaj myślę, że nie fanatycznej postawie matki i myślącej postawie ojca, który był człowiekiem wierzącym, ale wartościującym po swojemu, zawdzięczam moją odporność na zaprzeczenia. Napotykane pojęcia filtrowałem i układałem, z głosem wewnętrznym, według porządku, który ustalałem z moim sumieniem. Nie miałem w tamtych latach, możliwości, konfrontowania omawianych poniżej zagadnień, z faktami. Dzisiaj docieranie do dokumentów, komunikowanie się chrześcijan, wymiana poglądów, dzięki komputeryzacji, jest dużą pomocą. Mając bliższy, warsztatowy kontakt ze świadkami, przedstawiałem moje poglądy. Otwarcie krytykowałem zauważaną religijną arogancję świadków, ich przekonanie o lepszej pozycji i wyłącznym patencie na chrześcijańską prawdę. Zauważałem, że świadkowie, w sposób tylko grzecznościowy i warunkowy, wysłuchują mocno przekonywujące i rzeczowe argumenty partnerów w dyskusji, stwarzając w ten sposób wrażenie partnerstwa w dialogu, po to, aby łatwiej i odgórnie, ponakrywać poruszane kwestie, ale tylko swoimi poglądami. Dotyczy to też wizyt, jakie składają starsi zboru, zaniepokojeni dostaniem się do umysłu ludzi, tzw. odstępczych, poglądów. Starsi nie przychodzą wysłuchać. Pojawiają się, aby powiedzieć, co myśli organizacja i Basta! Argumentów ustnych albo pisemnych, nie mogą inhalować, mają to zabronione z urzędu. Podczas takich rozmów, odnosiłem wrażenie, że wysłuchują mnie uważniej przywożone z podróży, zwapnione fosylie, ozdabiające mój pokój. Takie skamieniałe postacie, liczne w zborach, zapominają, że to właśnie one mają ożywiać czujność chrześcijaństwa, stwarzając rodzaj samoobrony przed wszystkimi obcymi chrześcijaństwu, wypaczanymi poglądami.
Podział świata na, „nas”, będących w oświeceniu i „światowców”, będących w ciemności, jest typowy dla dwuklasowości tego ruchu. Odnoszę wrażenie, że o „światowcach”, mówi się jak o biedakach żyjących w duchowym slumsie. Przy jednocześnie licznym cytowaniu pasujących do doktryny towarzystwa, fragmentów ze świeckich dzieł, „światowców”. Świadkowie w rozmowach, chętnie podkreślają ważność problemów poruszanych przez ich wydawnictwa, z jakimi nie może poradzić sobie świat. Stwarzają swoim słuchaczom wrażenie, że są wyjątkowo, być może nawet najlepiej z racji głoszonych poglądów, na ten temat wyczuleni. Ludzie czytający w literaturze TS, poruszane palące problemy, nie zdają sobie sprawy, że czytają właśnie przeredagowane fragmenty jakiegoś świeckiego tekstu. Wyniki wszelkich poważnych badań lub wyciągi statystyczne, pochodzą ze świata. Wierni czytelnicy wydawnictw TS, niesłusznie postrzegają takie artykuły, jako uduchowioną analizę wyprowadzaną z obserwacji świata w połączeniu ze szczególnym namaszczeniem niewolnika. W codziennych wiadomościach, gazetach, książkach i reportażach, jest dużo poważnej rozprawy o środowisku, religii, ocieplającym się klimacie, konfliktach zbrojnych, głodzie, chorobach itd. Dobre informowanie, zależne jest tylko od tego, co się czyta, na co się patrzy, albo, kogo się wysłuchuje. Strażnica nie jest w żadnym wypadku, wyjątkowym i jedynym kanałem informacyjnym. Może dla ludzi, którzy poza nią, nic innego o świecie nie czytają. A o to Towarzystwu Strażnica również chodzi! Żeby być jedynym organem informacyjnym, kanałem, pokarmem na czas słuszny, hojnie rozdającą ręką itd.
Nie byłem zainteresowany usługiwaniem w zborze, wiedząc, że będę musiał przyłączyć się do chóru, w którym będę się męczył, pozbawiany prawa do swobodnego wypowiadania się. Nie ograniczałem kręgu znajomych, utrzymywałem kontakty ze wszystkimi, godnymi tego, ludźmi. Rozmawiałem z wykluczonymi. Kiedyś brat starszy W. N. (w polskim zborze w Wiedniu), zwrócił mi uwagę, że nie powinienem rozmawiać z wykluczonym T. B. Znam człowieka ( z poważnym porażeniem aparatu ruchowego i rozlegle operowanego na serce), dwadzieścia pięć lat! Odpowiedziałem, że mam na ten temat własny pogląd! Zauważyłem, że moja postawa, zaznaczanie, że można myśleć inaczej, doprowadziły do „naznaczenia” mojej osoby. Zaczęto mnie unikać. „Zapominano” mnie informować o piknikach na wolnym powietrzu, w których brał udział zbór. Nie pasowałem do teokratycznego krajobrazu. Uznanie mam dla mocnych konstrukcji i pewniejszych analiz w dyskusji, śpiewaniem pieśni na cześć niewolnika podczas pieczenia przy ognisku, nie byłem aż tak zainteresowany. Widziano we mnie zagrożenie dla zborowego ducha. Waga tematu, dotyczącego przecież całej społeczności, próba pokierowania rozmowy tak, aby wszyscy bawili się intelektualnie, wymieniając wzajemnie wiedzę i doświadczenie, jest w tej społeczności niemożliwa. Chwalenie postawy Bereiczyków jest pustosłowiem, gdyż odgórnie, badacze okładani są zniesławieniem i pomówieniami. To tak, jakby chciano nas nawrócić do wiary, że słońce kręci się w koło ziemi.
„Racjonalny jest wywód, który jest wierny rzeczywistości, który liczy się z rzeczywistością, nie zniekształca jej ani jej nie fałszuje. Racjonalność czegokolwiek nie da się określić a priori i w sposób czysto formalny, ale tylko w odniesieniu do rzeczywistości, z uwzględnieniem prawidłowości, jakie rzeczywistość narzuca. Racjonalność to funkcja rzeczywistości.” Cytat za Claude Tresmontant „Problem istnienia Boga” str.171. Bardzo dobry wywód, przeprowadzony w obronie Stwarzania, do przeczytania, którego, zachęcam wszystkich, szczególnie tych wątpiących.
Dlatego, że nie uznaję doktrynalnej izolacji, nie brakuje mi znajomych. Brakuje mi raczej wystarczającego czasu, na uważne pielęgnowanie wszystkich kontaktów. Moje samowolne opuszczenie środowiska ŚJ, dotyczy tylko błędnej doktryny kierownictwa w Brooklynie, z którą nie chcę być w żadnym wypadku utożsamiany, przy zachowaniu szacunku dla głębokiej wiary w Boga, wielu członków w samej społeczności. Próba skazania mnie na izolację, przez starszych zboru w Wiedniu, nie tylko, że nie powidła się, ale dostarczyła mi dalszego, bardzo interesującego materiału, dotyczącego niechrześcijańskich postaw w ruchu ŚJ. Teatrowi, jaki odgrywają spotykający mnie, przesadnie gorliwi wyznawcy teorii TS, którzy dużo aktorstwa wkładają w to, abym odczuł jak rozżarzone żelazo na skórze, nałożoną na mnie klątwę, poświęcę osobny tekst w przyszłości. Tak naprawdę, po oficjalnym odrzuceniu, narzucanego temu środowisku światopoglądu, mam poczucie lepiej rozumianego chrześcijaństwa i wspólnoty z inaczej ewangelizującymi grupami, których aktywność zawsze dostrzegałem, która mnie też interesuje. Kto, może być pewny swojej racji, i tego, że jutro nie będzie musiał skorygować, dzisiaj wyznawanych poglądów? Zaznaczam tutaj, że niektórym w zborze nie przeszkadza moje odejście i mamy dalszy kontakt. Świadkowie, którzy od lat zauważają manko w wielu oczekiwaniach i doktrynalne bankructwo, niesłusznie czują obawy, kończone pytaniem, – dokąd w takim razie pójdziemy? Nie trzeba donikąd uciekać, ani zamieniać ziemi pod nogami na jakąś inną planetę. Przekonany chrześcijanin, pozostanie zawsze w kręgu chrześcijaństwa, do którego wszedł dobrowolnie. O przebywaniu wewnątrz chrześcijaństwa, decyduje nasze uznanie dla nauki i ofiary Jezusa Chrystusa, a nie osoba, tego czy innego, wyznaniowego nauczyciela. Trzeba przy tym zawsze zauważać potrzebę ochrony ewangelizacji przed niepewnymi naukami i odważnie o tym mówić. Uczciwością jest, powstrzymywanie się od podejrzanej nauki. Biblia ma określenie na proroków, których proroctwa nie spełniają się.
Współczuję ludziom wykluczanym, którzy nie mają przyjaciół, myślących „inaczej”. To jest brutalne dla ludzi, którzy rozwinęli kontakty socjalne wyłącznie w kręgu wyznania, wtedy, kiedy poddańczy członkowie gminy, przestają rozmawiać z człowiekiem, do którego wczoraj jeszcze mówili bracie i siostro. Widywałem wykluczonych członków, których mijano w zborze i na ulicy, jak nie widoczny, bez zapachowy gaz. Tak jakby oni sami, i uczucie do nich, nagle się w sali, pełnego miłości królestwa, po prostu utleniły. Niektórzy przyjaciele, po kryjomu dalej utrzymują prywatne kontakty z wykluczonymi, zawsze jednak muszą się liczyć z takimi sankcjami, jak odwiedziny starszych, po których następuje ukrywana za uśmiechniętymi fasadami, niechęć w zborze. Religia uważająca się za jedyną prawdziwą, tym samym za najlepszą na świecie, tak cnotliwa sama w sobie, nie powinna obawiać się krytycznych uwag, mogących tylko wyżej podnieść poziom jej usługiwania.
Myślę, że każdy, kto przeczytał najczęściej cytowaną ostatnio wypowiedź z osławionej również przez krytykę, Strażnicy Nr 21, 1995r. na stronie.17, zrozumie moją potrzebę do wypowiedzenia się. TEN BULWERSUJĄCY fragment zamieszczam nieco poniżej. Dużo wcześniej, przed ukazaniem się tej Strażnicy, odczuwałem potrzebę pójścia innym szlakiem, gdyż miałem uczucie kręcenia się w koło. Poznawałem prace innych autorów, z różnych źródeł i wyznań chrześcijańskich. Nieznane mi do tej pory poglądy, niektóre bardzo przekonywujące, wraz z dostateczną znajomością Biblii i dokładniejszym zbadaniem historii świadków, dały mi kompletniejszy obraz i zdumiały ilością ludzi, o zbieżnych zainteresowaniach i tak samo podobnie przebytej drodze.
Imię Boże, które używacie w nazewnictwo waszego ruchu, jest według głosu mojego sumienia, najpoważniejszym religijnym nadużyciem, jakiego może dopuścić się wyznanie, próbujące wywołać wrażenie, jedynego ruchu broniącego prawdy. Wykładane w waszej gminie nauki, aktualizowane, przez tak zwane nowe światło otrzymywane kanałem łączności, są dalekie od prawdy. Lista, długa jak sto lat, nauczanych absurdów, powinna pomóc rzeszy, uważającej się za najlepszą religię świata, za lud będący w prawdzie, przyjąć prawdę, że w prawdzie nie jesteście. Paradoksem jest, że ludzie twierdzący, iż są w prawdzie, uważający się za szukających prawdy, sami najoporniej przyjmują prawdę, taką na przykład, że się mylą! Zostałem, tak samo jak dużo wcześniej moja mama, i wielu moich bliźnich, do których być może zaliczasz się i Ty, drogi czytelniku, pozyskany w sposób nieuczciwy. Zatajono przed nami i nadal to się robi, ważne dla każdego szczerego badacza i poszukiwacza prawdy, informacje, po otrzymaniu, których, poszlibyśmy krótszą, badawczo postępową, dlatego interesującą drogą. Zawdzięczamy to wszystko ludziom, którzy na łamach czasopism, których są właścicielami, przypisują sobie rolę niewolnika, dającego pokarm na czas słuszny. W rzeczywistości, pokarmem serwowanym szczerym wiernym, są celowo pisane artykuły, będące zabiegiem mającym pomóc utrzymać grupie kierowniczej status wybrańców i ludzi namaszczonych. Dzisiaj kierownictwo, wyraźnie traci prestiż. Z nauk wykładanych od ponad stu lat, w licznie drukowanych książkach, na które dzisiaj owi nauczyciele powoływać mogą się tylko ze wstydem, wynika niezbicie, że nigdy oni, nie otrzymali od naszego Stwórcy potrzebnych kompetencji, aby w Jego imieniu przemawiać i obiecywać np. milionom ludzi, że nigdy nie umrą. Dla mnie, największe znaczenie ma fakt, że powtarzając za samozwańcami, ich absurdalne twierdzenia, można tylko uczestniczycie w procesie, ośmieszaniu imienia Bożego, poprzez świadczenie (jako świadkowie), w Tym imieniu.
Oto krótki fragment książki Kryzys sumienia R. Franza, byłego członka ciała kierowniczego - „Pytanie, jakie postawiłem Ciału, brzmiało:, „Jeśli sprawa nie jest jasno określona w Słowie Bożym, dlaczego próbujemy bawić się w Boga? Wychodzi nam to tak marnie. Dlaczego nie pozwolić Jemu być sędzią tych ludzi w takich sprawach?” Słowa świadczące o tym jak daleko posunięto się w Brooklynie, jeżeli chodzi o chrześcijańskie kompetencje. Wywołało to słuszną reakcję R.Franza, po której widzimy, jaki jest procentowy udział szczerych i prawdę mówiących chrześcijan, wewnątrz ciała kierowniczego! To, że ten ruch, sam podpisał na siebie, dokument o własnej wiarogodności, zauważono już globalnie!
Tutaj mogę zacytować słowa jednego z samozwańców:
1925 - "Powszechnie uważali wówczas, że w roku 1925 rozpocznie się zmartwychwstanie, a na ziemi zostanie przywrócony raj" (Pilnie zważaj....., str. 303). Ta zapowiedź jednak nie spełniła się, a prezes Rutherford tak odniósł się do swojej przepowiedni: "Cóż ośmieszyłem się" (Strażnica, rok CVI, nr 14, str. 24, przypis, por. Strażnica, nr 23, z 1993 r str. 18)
Takie zaskakująco szczere stwierdzenie, szkoda tylko, że jednostkowe w tej gminie wyznaniowej, nie przerwało dalszych prób, kończących się podobnym ośmieszeniem. W dalszym ciągu, na przestrzeni długich lat, godzono, tak praktykowanym nauczaniem, w dobre imię naszego Stworzyciela. W innym miejscu ten sam, podobno namaszczony pisze:
"Zrozumieli" wtedy wiele spraw Bożych, a Rutherford pisał nawet, że "w samej rzeczy bardzo mało zrozumiano przed rokiem 1922" ("Światło", tom I, str. 71). W ten sposób, jednym ruchem skreślił cały "dorobek Boży" pastora Russella, o którego książkach wcześniej pisał jednak, że "nigdyby nie był w stanie napisać tych książek z własnej mądrości. Wszystka mądrość pochodziła od Boga, przez oświecenie Ducha Świętego" (Dokonana Tajemnica, str. 431).
Po bratersku pozbawił swojego poprzednika znaczenia. Typową czystką, Rutherford, przygotował sobie pole dla własnego zrozumienia.
W Dokonanej Tajemnicy (Brooklyn 1923) na str. 429 czytamy, że Russell był napełniony Duchem świętym "w takiej mierze jak żaden inny Chrześcijanin prócz apostołów. Takie typowe zaprzeczenia i absurdy, towarzyszą temu ruchowi do dzisiaj! Nikt się dzisiaj na apostolskie teksty Russella nie powołuje! Myślę, że sam pisarz wstydziłby się dzieł, którym poświęcił większość swojego życia, które stawiał prawie na równi z Biblią!
Gdyby żył do dzisiaj, i nadal uparcie propagował swoje poglądy, stanąłby przed komitetem sądowniczym, współczesnych świadków, oskarżony o sianie odstępczych nauk, w dalszej konsekwencji zostałby wykluczony. W podobny sposób, współczesne Towarzystwo Strażnica, potraktowałoby również jego następców!
Tych na przykład, którzy by nadal uczyli o znaczeniu pokolenia z 1914r.
"Od końca XIX wieku można było dostrzec wyraźne dowody oddziaływania ducha Jehowy na Jego organizację. Dzięki poleganiu nie na mocy ludzkiej, lecz na kierownictwie ducha świętego, coraz lepiej rozumiemy Pismo Święte..." (Strażnica, 15 stycznia 2001, str. 18).
Na powyższe stwierdzenie chciałbym otrzymać niezbite dowody, a nie samo chwalebne gołosłowie! Fakty przemawiają za tym, że rozumie się tyle samo, co wynika z cytatu Strażnicy z 15.12.2002 - gdzie na stronie 10 napisano: ,,Im więcej wiemy, tym bardziej uświadamiamy sobie, jak niewiele wiemy(...) wszystko, czego się nauczyliśmy, jest niczym w zestawieniu z tym, co jeszcze musimy poznać". Taka skromność naprawdę zasługuje na uznanie. Tutaj dopiero kończy się cytat! Takiej skromności brakuje wam od ponad 100- lat. Zasługiwalibyście na uznanie, gdyby żyli ci, którym obiecywano, że nigdy nie UMRĄ!
Będziemy, Towarzystwu Strażnica, dalej przypominać:
Po latach drugi prezes Towarzystwa Strażnica Rutherford w swej książce pt. Vindication (Tom I, str. 146), napisał o oczekiwaniach Świadków na rok 1914 i inne daty, że "Wierni ludzie Boga na ziemi...... mieli wiele do powiedzenia na temat tych dat i tego co, miało nastąpić, ale wszystko co głosili nie spełniło się" cyt. za David Reed, Index of...., str. 80). ``
Wygląda na to, że stworzono Bogu mocną konkurencję. I nadal tak się robi, mimo wielbienia Jego imienia. Tak lekkim ruchem ręki, unieważnia się, wcześniejsze, ponoć od Boga pochodzące wykładnie.
Z całym moim szacunkiem, współczuję ludziom, którzy z wielkim pietyzmem odnosili się do tych dzieł, z przed 1922 roku i w następnych latach, łącznie z dzisiejszymi. Pamiętam starszych ludzi, znajomych mojej mamy, którzy zbierali się w prywatnych mieszkaniach i w małych grupach studiowali podobne nauki, żyjąc nimi jak objawioną prawdą. Wprowadzali do tych prawd, również swoich prozelitów. Nie zdawali sobie sprawy, że na całą siłę przekonania i nadziei, jaką otrzymywali, wpływa natchnienie pochodzące wyłącznie z Biblii, słowa Bożego, a nie ze studiowanej literatury (słowa Brooklynu)! Tylko natchnione posłannictwo Boże, zawarte w Biblii, którą uważnie zaczęli czytać, poważne traktowanie jej tekstu, miało na nich pozytywny wpływ i poruszało ich do zmiany życia! Cała pomocnicza literatura, nie natchniona, pełna zaprzeczeń i błędów, pomagała im tylko w prowadzeniu ich do ośmieszenia! „Wypychani” na ulicę, za pomocą argumentów i wszczepionego poczucia winy, chodzili obwieszczać światu nauki, które później z ociąganiem się, w obawie o reakcję, zmieniano! Ludzie tracili bezsensownie czas i własne substancje, po to, aby opowiadać, jak się później okazywało, chorobliwą prywatę ciała kierowniczego, które milczy na ten temat, i przechodzi do porządku dziennego z dalszymi naukami i mądrościami, tak jakby ich namaszczenie, mimo braku dowodów w postaci chociażby jednej trafnej nauki, było oczywiste. Ale tak nie jest! Literatura świadków, monopolizuje wykładanie Biblii. Skutki takiej prywatyzacji, widzimy dzisiaj wyraźnie w postaci książek, które ja nazywam, składowiskiem milionów ton papieru, zapisanych absurdami.
1920 - The Watchtower z 1 kwietnia roku pisała w obronie Dokonanej Tajemnicy, że "zostało swobodnie dopuszczone" pojawienie się w niej "niewielu pomyłek. Nawet Biblia zawiera ich trochę" tłumaczono świadkom (str. 103, cyt. za D. Reed, Index of....., str. 24 i 64).
1928 - The Watchtower z 15 IV 1928 r na str. 126, podała: "Każdy wie, że pomyłki są w Biblii" (patrz D. Reed, Index...., str. 27 i 65). Patrz też 1920. Polski Złoty Wiek z 15 maja tego roku (nr 71) naucza zdaje się, że Jezus jest niewidzialnie obecny od roku 1914 (str. 158). Rok później znów zaczęli po staremu uczyć, że jest niewidzialnie obecny od roku 1874 (Proroctwo, str. 29)
W czasach, w których wzrasta zainteresowanie Biblią, ludzie ożywiani potrzebą poszukiwania Boga, mają dostęp do coraz lepszych informacji. Radzę towarzystwu z siedzibą w Brooklynie, sięgnąć po poważniejsze opracowania, a nie dumnie tworzyć potworki pojęciowe i później się wstydzić. Warto wspomnieć przy tej okazji, że przeprosin nie usłyszał jeszcze żaden z wierzycieli! Przy drukowaniu książek, o tak wątpliwej wartości, czemu nie można zaprzeczyć, pracują przeceniający ich wartość ludzie. Dołączają do nich ofiarne rzesze, które straszą tymi wydawnictwami następne tysiące. W Końcowym efekcie, ciało kierownicze kpi sobie z milionów, z trudem poświęcających swój czas kolporterów, jak również z napotkanych przez nich na całym świecie słuchaczy. Brooklyn, wydaje po jakimś czasie nowe światło, tj. zaprzeczającą treści starej, nową naukę! Odpowiedzialność za treść nieaktualnej nauki, zrzuca się na karawany ofiarnych nosicieli, i błędne, kręcące się po pustyni pojęć korowody, ruszają z załadowanym na siebie nowym światłobalastem!!! Oto najbardziej wymowny, przeszły do historii nowożytnej świadków, dowód w Strażnicy Nr 21, 1995r. s.17:
"Niektórzy słudzy Jehowy tak usilnie pragną ujrzeć koniec złego systemu, że czasami spekulują, kiedy wybuchnie 'wielki ucisk', a nawet próbują to ustalić na podstawie długości życia pokolenia, które pamięta rok 1914"
Ten fragment, nazywam, bilansem aktywności za cały XX wiek. Bilans ten poinformował wszystkich aktywnych członków tego wyznania, że roznosili nic innego jak tylko spekulacje Towarzystwa Strażnica!!! Opłacało się wychodzić z domu, po to, aby przepracować w służbie kaznodziejskiej, w miliony liczone godziny, z których zawsze chełpiła się Strażnica, zaliczając taką aktywność do niezaprzeczalnych znaków, potwierdzających wyłączną prawdziwość tej religii???
Nic bardziej bezczelnego, ze strony matki organizacji, nie mogło spotkać wiernych i oddanych czytelników czasopisma (proponuje zmienić nazwę na „Strasznica”), wyraźnie odstraszającego prawdę i stojącego na czujnej straży, aby jej nie poznać! Dowiedzieliście się tutaj, drodzy i czytający jeszcze to czasopismo czytelnicy, jaką naprawdę pozycję zajmujecie w hierarchii tego koncernu! To dobrze, że ta zdradzająca, kompromitująca autorów uwaga, pomoże wielu ludziom przejrzeć na oczy. Zawsze uważałem, że najlepszą wymowę i najbardziej pomocne w udowadnianiu fałszu w tej gminie wyznaniowej, są własne cytaty towarzystwa Strażnica.
1936 - Polscy Świadkowie zaczynają wydawać czasopismo Nowy Dzień (od 1 X), ponieważ wydawania Złotego Wieku zabroniono im prawnie (Rocznik 1994..., str. 198). Nowy Dzień nr 3 z tego roku podał o transfuzji krwi, że "jest to wynalazek mogący oddać ludzkości wielkie zasługi" Dodawano też: "Krew jednego zmarłego może ratować życie kilkunastu umierającym. Ten jedynie wzgląd powinien już przekonać wszystkich do tego rodzaju operacji, która w istocie swojej nie ma nic zdrożnego" (str. 48).
Chyba tutaj jedyny raz trafili w dziesiątkę (z wyjątkiem krwi zmarłego). Poprawienie dziesiątki, nowym światłem, mam na myśli późniejszy zakaz, było niczym innym, tylko wyłączeniem światła, po którym nastąpiła ciemnica! Tragiczna w skutkach dla tych, którzy do niej po odmowie transfuzji, przedwcześnie wstąpili!
1884 - W Strażnicy ang. z lutego cytują jako autorytet Johna Bunyana, który znalazł się w więzieniu za to, że głosił "doktrynę Jezusa i apostołów" i który uważa się za "chrześcijanina, wierzącego, lub [noszącego] inne imię, które zostanie uznane przez Ducha Świętego. I na temat tych frakcji lub sekt, tytułujących się Anabaptystami, Prezbiterianami, Niezależnymi, lub podobnie, powiadam, że nie przyszli oni ani z Antiochii, czy Jeruzalem, ale z Piekła i z Babilonu, ponieważ powodują oni podziały." Do tego dodawali "Nie uznajemy żadnego innego imienia - Jezusa Chrystusa. Nazywamy się po prostu CHRZEŚCIJANAMI...." (str. 2, podkreślenie dużymi literami jak w oryginale, fotokopia tego tekstu patrz A. Barret i D. Magnani, j.w., str. 320). Choć według tej Strażnicy, ci którzy przyjmują dla swej religii każdą inną nazwę inną niż chrześcijanie, pochodzą z Piekła i Babilonu, to jednak nie przeszkodziło im to po latach nazwać się Świadkami Jehowy (patrz rok 1931). Nic dziwnego, że choć dziś cytują tą powyższą Strażnicę dość często (por. na przykład Strażnica, rok C, nr 23, str. 5; Strażnica, rok CII, nr 24 str. 4; Świadkowie Jehowy głosiciele...., str. 205), to jednak pomijają te słowa Bunyana, które już dziś nie pasują im w związku z tym, że przyjęli właśnie nieapostolską nazwę. Poza tym w ang. Strażnicy z marca 1883 roku na str. 458 - o czym przypomina D. Reed w swym Index of...., (str. 16) - pisali oni, że mogli by założyć Organizację religijną z nową wyróżniającą się nazwą, ale nie uczynią tego, ponieważ to podobało by się jedynie światu, a nie Chrystusowi (!), którego imię chcą jedynie nosić na określenie siebie jako prawdziwych chrześcijan.
1931 - Przyjmują nową nazwę - Świadkowie Jehowy. Przedtem nazywali się Badaczami Pisma Świętego. Warto tu zauważyć, że wśród pierwszych chrześcijan, za jakich Świadkowie Jehowy się często wobec świata uważają, istniał jednak zwyczaj surowego potępiania tych, którzy obwołują się innymi niż po prostu "chrześcijanie" nazwami. Tak właśnie pisał Ignacy z Antiochii, żyjący jeszcze w czasach apostołów, który już około roku 107 napisał: "Stańmy się zatem Jego [prawdziwymi] uczniami i nauczmy się żyć po chrześcijańsku. Kto bowiem nazywa się jakimś innym niż to właśnie imieniem, ten nie należy do Boga" ("Do Kościoła w Magnezji", X, 1). Jak nic można to odnieść do Świadków Jehowy. Oni właśnie nazwali się przed światem takim innym imieniem. Ich książka pt. Niech Bóg będzie prawdziwy podawała: "Chociaż ci słudzy Boży nie posługiwali się żadną odróżniającą nazwą, nazywając siebie tylko po prostu chrześcijanami, to jednak ich przyjaciele i inni ludzie zainteresowani tym, co oni głosili, nazywali ich > lub >" (str. 146, par. 6). Strażnica z 1 maja 1995 roku, podaje potem nieco inaczej. Nadmieniają tam, że kiedyś nazywano ich Międzynarodowymi Badaczami Pisma Świętego i że była to "nazwa obrana przez nich samych" (str. 19). W tym roku według zapowiedzi ich książki pt. Dokonana Tajemnica, (ed. pol. 1923 r str. 664) miało nastąpić pełne panowanie Królestwa na ziemi.
Dziesięć lat później Rutherford na łamach ang. Złotego Wieku z kwietnia 1929 roku, prawie popierał niewolnictwo, gdy odpowiadał na pytanie czytelnika (str. 702), który pytał czy jest w Biblii cokolwiek co wskazuje jakie jest pochodzenie czarnoskórych: "Ogólnie przyjmuje się, że przekleństwo jakie Noe wypowiedział przeciw Kananejczykom, zapoczątkowało istnienie Czarnej rasy. Najpewniej stało się to, gdy Noe powiedział, > obrazując przyszłość Czarnej rasy." "Nie znajdziemy na całej ziemi niewolnika tak dobrego jak Kolorowy niewolnik" (fotokopia u Barreta i Magnaniego, j.w., str. 409)
1921 - Od tego roku zaczynają nauczać, że Liga Narodów to "ohyda spustoszenia" z Mt. 24:15 (Strażnica, rok XCIII, nr 6, str. 8).
1937 - Nowy Dzień, w numerze 9 z tego roku na str. 131, 134 - 135 zamieszcza petycję do Ligi Narodów z prośbą o pomoc w sprawie prześladowanych Świadków Jehowy w Gdańsku. Dziwne, że Świadkowie zwracali się o pomoc do Organizacji, która była dla nich demoniczną "bestią" z Obj. 13 : 14, 15 (Wspaniały finał Objawienia bliski, str. 241).
Pasuje do odkrytej niedawno przynależności do ONZ! Znaczenie tej organizacji poznikała z waszych czasopism. Pamiętam rysunki, przedstawiające purpurową nierządnicę, siedząca na bestii, na tle siedziby ONZ! Światła nie ogłoszono mocnymi uderzeniami w bębny! Po cichu (nocą?), zdjęto naukę( nie sztukę?) z afisza!
1874 - Spodziewa się, - jak sam przyznaje - że w tym roku Chrystus przyjdzie widzialnie na ziemię (Dokonana Tajemnica, str. 61; por. Świadkowie Jehowy głosiciele...., str. 132, gdzie mówi o tym, że "niedojrzałe poglądy co do celu i sposobu jego przyjścia ściągnęły.... hańbę na nas.").
Z ostatnim zdaniem całkowicie się zgadzam. Taka hańba ciąży! Zawsze, po naświetleniu starego światła, nowymi promieniami, wydaje obfite owoce.
Po skorygowaniu pokolenia, utleniło się z listy członków, około milion wiernych. Niepogodzonych z brzydkim zwyczajem korygowania wypowiedzi, o których uczycie, że są pouczeniami samego Boga. Według jakiej nauki, człowiek może poprawiać wypowiedzi Boże???
Oczekujecie, aby za wami powtarzano, że dwa plus dwa, daje wynik pięć. Nie daje się przyjąć męczących argumentów z waszej nie natchnionej i zaprzeczającej sobie literatury. Brakuje w niej autentyzmu. Wyraźnie sami uważnie nie czytacie waszych wydawnictw, a już na pewno nie analizujecie. Sami wyprowadziliście, z historii waszego ruchu, słuchaczom i czytelnikom, podobne moim, poglądy. Oczekując przy tym, aby wam grubo miodem smarowano, pleśniejący chleb!
Jeżeli nie chcecie powoływać się na inne źródła jak wasze, włóżcie do komputera krążek CD, wydany przez wasze towarzystwo. Za pomocą wyszukiwarki znajdziecie rodzynki, w cieście, rozdawanym wam na czas słuszny. To są zaprzeczenia, ale niepochodzące, od tak zwanych odstępców. Jest to materiał do analizy, całkowicie wypieczony w waszej własnej piekarni. Piekarniami nazywano kiedyś w Polsce, nielegalne drukarnie tej literatury. Ludzie przez was nazywani odstępcami i przeciwnikami, powołują się na wasze teksty. Jeżeli uznajecie ich za odstępców, to, za jakie można uznać wasze teksty? Nie za odstępcze??? Nie mogę oprzeć się wrażeniu, po analizowaniu materiału, że wszyscy ludzie, wykluczeni z waszej społeczności za podważanie waszych fałszywych doktryn, są obrońcami prawdy. Wy natomiast objawiacie mi się jako zwolennicy kamuflażu, próbujący po wielu fałszywych naukach i źle trafionych wypowiedziach, ratować opinię, aby utrzymać status namaszczonych, wśród jeszcze pozostałych wiernych.
To są skutki niepotrzebnego wielosłowia i nadużywania imienia Bożego, przez wykładanie w Jego imieniu nauk, których Bóg nie objawił. Słowa waszego pastora, sędziego, i późniejszych prezesów, mówiących, że redaktorem waszej literatury jest sam Bóg, są nadużyciem. Z takim dorobkiem, jakim jest lista, dziwacznych nauk, wydłubanych nie wiadomo, z jakiego pnia, proroctw, z których żadne nie jest dzisiaj aktualne, mocno opóźnieni, dojechaliście do forum przy okrągłym stole. Przy którym zasiadają czekające na dyskusję z wami, wszystkie inne, krytykowane i uważane przez was za odstępcze, religie. Nie wiem tylko, w imieniu, jakiego wyznania, mógłbym was na owej konferencji powitać. Mimo wszystko, Welcome!
W naukę o 1914 roku, nie wierzę. Data zburzenia Jeruzalem, szacowana według waszej historii, na 607r.p.n.e, jest dłubanką! Zburzenie miało miejsce w 587/586, według historyków. Nie wierzą w nią, w samym Brooklynie. Wielu w tą datę, już dawno nie wierzy. Naukę tą zaczęto rozbierać na elementy i proszkować. Z włączeniem detonatora, czeka się na odpowiedni czas, czym mniej pamiętających, tym mniej krytyki. Eksplozja będzie przez to słabsza.
Zakaz transfuzji krwi, był przez wielu świadków przestrzegany. Konsekwentność jego przestrzegania, jest wtedy ostro widoczna, kiedy pacjent po odmowie umiera. Może umarłby po transfuzji również. Jednak nie da się zaprzeczyć, że krew, mimo istniejącego niebezpieczeństwa, jest niezastąpiona, jest cennym produktem ratującym życie. Nowe światło, że można przyjmować wiele komponentów krwi, (jeżeli sumienie pozwala, a zaczęło nagle wszystkim pozwalać), nie można ich tylko przyjmować wszystkich razem, jest ostrożnym odwrotem. Zapowiadającym większe, mocniejsze światło. Szkoda, że wielu umarłym, światło to, pomoże tyle, co zapalona świeczka!
Jeżeli zjem czerwony barszcz to popełnię ciężki grzech. Nie popełnię grzechu, jak będę spożywał tylko buraki z dodatkami, wyjęte z barszczu. Chodzi tylko o wodę? Jeżeli zjem buraki z wodą, ale bez dodatków, też nie popełniam grzechu. Tak możemy kombinować zestawianiem składników i myśleć, o co właściwie tutaj chodzi?
Całkowite przyznanie się, że taki zakaz nie ma uzasadnienia w Biblii, a do tego dojdzie moim zdaniem, będzie klęską i szachem matem, dla waszego ruchu.
Odezwą się bliscy, tych, którzy umarli przez odmowę transfuzji. Zacznie się fala nowych, głośnych procesów. Moje wyobrażenie sobie rodziców, którzy na ołtarzu tak absurdalnej nauki, położyli własne dzieci, przechodzi siły... Niektóre dzieci umarły, dlatego, że sumienie ich rodziców było w Brooklynie, a powinno być w ojcu i matce. Władza rodzicielska nie jest władzą absolutną, jest kierowaniem dziecka z miłością. Nie opuszcza mnie przekonanie, że owo aroganckie centralne sumienie, do jakiego zwracają się przeważnie zniewoleni świadkowie, po upadku zakazu krwi, okrzyknięte będzie jako pomazane krwią.
Pozostaje mi jeszcze, sprawdzenie stopnia prawdziwości informacji, na którą trafiłem w związku z przypadkiem Rado Vleugel. Fragment zamieszczam poniżej. Mam podobny pogląd na temat transfuzji, dlatego solidaryzuję się z tym nowym dla mnie ruchem.
Rado pisze, niepogodzony z wykluczeniem, już po trzecim odwołaniu się do komitetu najwyższej instancji:
Odwołałem się również w sposób jasny do przypadku bułgarskiego, pisząc braciom, że to nie fair gdy wyklucza się kogoś za kwestionowanie nauki o transfuzji, podczas gdy w tym samym czasie Towarzystwo Strażnica idzie na ugodę z rządem Bułgarskim i oznajmia, że Świadkowie Jehowy mogą przyjmować krew bez żadnej kontroli i sankcji. Prosiłem o odpowiedź na swój list. Jednak bali się udzielić tej odpowiedzi! Gdzie w tym momencie jest obiecywane prawo do wolności wypowiedzi? Dlaczego w ogóle nie jest możliwe, aby w takich sytuacjach prowadzić konstruktywną dyskusję? Po około tygodniu starsi wezwali mnie, aby poinformować o odpowiedzi Towarzystwa w mojej sprawie: W sobotę, 6 marca 1999 usłyszałem, że podjęto nieodwracalną decyzję: Wykluczenie. (Pogrubienie tekstu moje).
Dobry przykład arogancji? Udawany kompromis, aby prawnie zarejestrować wyznanie?
Jeżeli to jest prawda, i nie było jednocześnie jakiegoś wewnętrznego (cichego!) wyjaśnienia w zborach, że w sprawie krwi pogląd Towarzystwa nie uległ zmianie, to przynajmniej Bułgarzy mają mniej aktów zejścia.
To wszystko jest skandalem religijnym.
Jeżeli stoi za tym, tylko chorobliwa fantazja ludzi, którzy nie są już w stanie, realnie ocenić wielkiego rozmiaru szkód moralnych, jakie spowodowali, to trzeba im zalecić terapię i uniemożliwić dalsze szkodzenie, poprzez otwartą krytykę i brak posłuchu. W przypadku upartego stanowiska do transfuzji, które ma za sobą, niezaprzeczalnie czarny bilans, powinno się możliwość podtrzymywania takiej nauki wykluczyć. Nie jestem za ograniczaniem wolności słowa i wyznania. W tym wypadku mamy jednak wyraźnie do czynienia z psychomanipulacją, której ekstremalnym skutkiem może być nawet śmierć.
Mimo kolejnego zawodu wielu nieroztropnych badaczy dalej słuchało swego proroka, a powinni znać słowa z 5 Mojż18:22: "gdy prorok przepowie coś w imieniu Pana, a słowo jego będzie bez skutku i nie spełni się, znaczy to, że tego Pan do niego nie mówił, lecz w swej pysze powiedział to sam prorok. Nie będziesz się go obawiał". ["Dokonana Tajemnica" s.420 nazywa Russella prorokiem, a na s.424 zrównuje się go z prorokiem Ezechielem].
Brak imiennych podpisów pod artykułami i każdym światłem, skłania mnie do poglądu, że w ten sposób pasterze, unikają odpowiedzialności sądowej, za szkodliwość swojego działania. Coraz słabiej trzymam się nadziei, że nie stoją za tym również pieniądze. Kiedy jednak pomyślę o systemie finansowania budowanych sal, jak to zborom w Polsce, zalecano oddać do ogólnokrajowego funduszu, odłożone wcześniej własne pieniądze, po to, aby własne oszczędności pożyczyć od komitetu budowlanego i później spłacać w ratach, tak zaciągnięty dług. Stawiam tutaj pytanie!!! Do kogo należą wszystkie zakupione za pożyczone (nie własne???) pieniądze, grunty? Kto jest właścicielem Nadarzyna, Sosnowca i licznych w Polsce i na całym świecie sal, oraz wielkich terenów, również tych zakupionych w Meksyku? Wspólnymi właścicielami nie są wszyscy wierni, którzy w dobrej wierze łożyli na zakup nieruchomości. Akta własności są przepisywane na towarzystwo i leżą za oceanem! Wejście w posiadanie wielkich nieruchomości, utrzymywanie ich, pilnowanie ogromnych dóbr, nic właścicieli nie kosztuje!
Nie przypomina to rodzaju ekonomi, stosowanego wobec krajów trzeciego świata, przez kraje zamożne? Dlaczego kraje biedne, nie są w stanie spłacać w ten sposób pożyczanych pieniędzy? Nad wyrafinowaniem takich pożyczek, próbują ubolewać przecież wasze publikacje! Jeżeli przypomina się ludzkości o Armagedonie, z przyspieszaniem jego nastąpienia, przez dodawanie słów tuż, tuż, i jednocześnie zakupuje się wielkie tereny, które po dopełnionym, Armagedonie i tak wejdą w skład Królestwa Bożego, to, dla kogo to się robi? Bogu nie można sprezentować tego, co jest Jego własności. Czy to zapobiegliwe kupczenie, czegoś obserwatorom nie zdradza? Zatem dlaczego dziwicie się, że postrzega się was jako koncern religijny, ze strukturą ekonomiczną typową dla materializmu, którego mam nadzieję nie chcecie propagować w waszym oczekiwanym królestwie. Nie nazywa się waszych miejsc spotkań, salami królestwa?
Czy to jest po Apostolsku? Gdy pomyślę o Ewangelii, skromnie roznoszonej przez uczniów Jezusa, w sandałach. Co powiecie, o podawanym przez was często, dobrym przykładzie Apostoła Pawła, utrzymującego się z szycia namiotów? Ilu, godnych naśladowania krawców, utrzymuje się z szycia, w Brooklynie???
Próbowałem poruszać temat, brakującego w programie TS, zaangażowania dla pomocy charytatywnej, kierowanej do ludzi żyjących w ubóstwie. Chodzi mi o pomoc udzielaną i niezależną od poglądów religijnych. Odpowiadano mi, że główną i najważniejszą pomocą niesioną ludziom przez Towarzystwo, jest pokarm duchowy, niesiony ubogim w duchu. Nie chcę tutaj szydzić ani nikogo obrażać, gdyż znam jednostkowe przypadki prywatnego, wzajemnego pomagania sobie w zborze, i wiem, że do tego również dochodzi. Globalnie patrząc wiem jednak, że literatura, której znaczenie wcześniej czy później i tak idzie na przemiał, nie nakarmi tłumów, ale podobnie jak guma do żucia, wzmocni tylko głód.
Do dwóch klas, niebiańskiej i ziemskiej, mam duże zastrzeżenia. Wy, pomazańcy, jesteście dziećmi Boga. Ja, podobno druga klasa, jestem przyjacielem Stwórcy. Tak nauczacie w waszej literaturze! Mogę się w takim razie zwracać do Boga, Ojcze nasz, który jesteś w niebie? Czy powinienem raczej, Przyjacielu nasz? Ja uważam Boga za mojego Ojca i tym samym Przyjaciela. W Objawieniu 19:1, wyraźnie jest napisane, że wielka rzesza ma być w niebie! Jezus mówi o jednym Pasterzu i jednej owczarni. Pszenica ma być zwieziona do jednego spichlerza.
W samym pytaniu, zadawanym kandydatom do chrztu, dotyczącym uznania, tzw. niewolnika wiernego, jest mocno nie biblijny (fałszywy!!!), akcent! Nigdzie nie trafiłem na ślad takiego zwyczaju, wśród pierwszych chrześcijan! Wystarczy przeczytać relację z Dz.Ap. 8:26-40. W której Filip, chrzci dworzanina królowej Etiopii..
Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, stwierdza dworzanin, co warunkuje jego chrzest.
O żadnej organizacji nie ma w tym ustępie mowy!!! W ten sposób, przewodnia osoba Jezusa, jest zacieniana.
Ubolewam (za waszymi publikacjami) nad niepotrzebnie wycinanymi lasami, które wyrzyna się również po to, aby zaspokoić wasz przeogromny głód na papier. Pomyślcie, co się dzieje z milionami ton papieru, zużytego na nieaktualne i niepotrzebne dzieła. Miliardy zabiegów i działań, które oprócz nauczania z Biblii, nic nowego i lepszego nie wniosły. Pod tym warunkiem tylko, że nauczanie jest naprawdę czyste i wolne, od obcych chrześcijaństwu wtrąceń! Pochodzące z Biblii, przetłumaczonej z troską o chrześcijaństwo, w pełnym tego słowa znaczeniu! Przeliczcie to na drzewa i pracę ludzi! Tak chętnie, malujecie w waszych publikacjach, szczęśliwe i uśmiechnięte twarze, na łonie natury. W tle umieszczajcie w przyszłości, drzewa niemogące uciec przed krytykowanym marnotrawstwem. Proponuję! Zamiast literatury, której treść i tak zdezaktualizujecie, zostawiajcie nam lepiej żyjące lasy!
Ukrywanie pedofilii oraz wyciszanie ujawnionych przypadków. Nie zgłaszanie władzom sądowniczym takich wykroczeń jest zapewnianiem przystani dla przestępców! Dzieci poszkodowane, nie mogą liczyć na pomoc! Brak otwartego opracowania tego tematu. Nie zgadzam się z milczeniem, bardzo typowym, dla waszej gminy wyznaniowej, przesadnie dbającej o opinię. Dla utrzymania statusu niepokalanej, gotowej do bardzo tendencyjnego przedstawiania faktów i licznych przekłamań. Otwarte przyznanie się współwyznawcom do istniejących problemów, w waszej gminie nie istnieje. Całe szczęście, że istnieje światowy kanał informacyjny ( np.Internet), z którego chętnie również korzystacie, co wyraźnie podnosi poziom niektórych waszych artykułów. Źródełko, z którego również i my wiemy (do tej pory wiedzieli tylko poufnie nieliczni starsi), o procesach wytyczanych pedofilom w waszym towarzystwie. Celowo odradzacie zaglądanie na strony Internetowe, na których reaguje się i opisuje waszą niekonsekwencję w stosunku do wprowadzanych w błąd ludzi. Sami natomiast, w nadziei na pozytywny odbiór, chętnie propagujecie w Internecie waszą literaturę. Nie są to dwa różne odważniki?
Podejście do osób wykluczonych. Mam zastrzeżenia do przyczyn, będących powodem wykluczania. Takich jak wolne wypowiadanie się, nazywane niebudującymi komentarzami, używanie tabaki i podobnych wykroczeń. Zgadzam się ze szkodliwością palenia i rozsądną, przeciwną kampanią, zachęcającą do skończenia z nałogiem. Zrywanie kontaktów z osobami palącymi we własnych szeregach, jest symptomem rozwijającego się fanatyzmu. Zrywanie wszelkich kontaktów z ludźmi, których się zna, nieraz bardzo długo, uważam za aroganckie obchodzenie się z bliźnimi, za nie chrześcijańskie!
Waszego studiowania Biblii, nie można nazwać zgłębianiem wiedzy na jej temat. Każdy inny komentarz i refleksja, ponad odpowiedź z góry przygotowaną dla studentów przez towarzystwo, jest przez prowadzących studium cenzurowana. Jest echem wołającego w puszczy! Śmiałek narażony jest na zwrócenie mu uwagi o zapędach i w dalszej konsekwencji nie udziela mu się głosu. Próba takiego ujęcia tematu, aby powołać się na inne, bardziej wiarygodne źródła, w waszej uczelni uczącej tylko prawdy, nie jest możliwa. Monopol na prawdę, jedyną i prawdziwą, ma tylko Brooklyn. Towarzystwo najchętniej powołuje się na siebie. W ten sposób niewolnik, jest wierny samemu sobie. Czytanie treści waszych publikacji, o których sami mówicie, że nie są natchnione, dlatego nie mogą wyrażać poglądu Stwórcy, jest bezkrytycznym studiowaniem prywatnych poglądów. O tym studenci zapominają na waszych spotkaniach, jak również o tym nie chcą pamiętać, że twórcy tych fantastycznych wizji, nie podpisują się pod nimi! Podczas, gdy wypowiedziom w księgach Biblii, przypisuje się zazwyczaj autorstwo. Dlaczego Biblia, przetłumaczona i wydana przez TS, w tajemnicy utrzymuje nazwiska tłumaczy??? Towarzystwo tworzy naukę, wspiera ją, z wielką siłą wyrwanymi z kontekstu wersetami i po stwierdzeniu, że widzimy wyraźnie, po którym nic nie widać, chyba, że niewidzialnie, wszyscy przechodzą do dalszych rozważań. Wystarczy najpierw ustalić rok 1914, później odjąć 2520 lat, i tak ustalić, uwzględniając rok zerowy, datę zburzenia Jeruzalem. Nie jest ważne zdanie innych historyków. Opinii światowców nikt nie bierze poważnie pod uwagę! Nie jest tutaj ważne, że datę 1914, zapożyczono od Adwentystów, zaliczanych dzisiaj przez samych świadków do Babilonu! Nie jest ważne, że żadna się nie spełniła!!! Ważne jest to, co mówi niewolnik, że to sam Bóg, przez niego nas poucza. Polega to, na wyrównywaniu do szeregu, to jest do linii Brooklynu. Wierni tej linii, nie zdają sobie sprawy, że są wrabiani, wmurowywani w pewne pojęcia. Takie wplatanie stwierdzeń, zaczynających się od: z pewnością można ustalić, nie można zaprzeczyć, z tego wynika jednoznacznie, widzimy najwyraźniej, niewątpliwie itd., jest standartową metodą. Wasze artykuły wyjaśniają czytelnikowi prawdę, w sposób tak zawoalowany, że po ich przeczytaniu wszystko jest mi tak jasne, jak przed ich przeczytaniem. Chyba, że moje oświecenie podczas czytania, przybiera formę niewidzialną, typową dla waszych niespełnionych oczekiwań.
Z mojego studiowania i rozumienia Biblii wynika, że Jezusowi Chrystusowi należy oddawać cześć równą Bogu.
Werset z Jana 5:23, jest przez towarzystwo tendencyjnie przetłumaczony. Słowo cześć, zastąpiono w tym przekładzie, słowem szacunek. Jest wiele przypadków dopasowywania tej Biblii do nauk towarzystwa, dlatego ja nie polecam takiego tłumaczenia i posługuję się nim tylko wtedy, kiedy chcę udowodnić rażące mnie nadużycia, popełnione w tym przekładzie.
Jezus przecież jest Stwórcą (Hebr 1:10, J 1:3, Iz 17:7, Kol 1:16), a nie stworzeniem.
"Kto mnie zobaczył, zobaczy także i Ojca (...) Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie" J 14:9n. Żadne stworzenie nie może wymieniać siebie przed Bogiem np. "Ja i Bóg". Jezus, więc, nie może być stworzeniem, bo stwierdza: "Ja i Ojciec..." J 10:30 por. 17:10. Apostoł Paweł zaś kilka razy wymienia Jezusa przed Bogiem Ojcem np. Gal. 1:1, 2Kor 13:13, 2Tes 2:16.
NT określa Pana słowami "Pierworodny" i "Jednorodzony", więc mówi, że jest On pierwszym i jedynym zrodzonym, a niestworzonym (Hebr 1:6, J 3:16, 1J 5:18). Zapytajmy ŚJ, kto rodzi się z człowieka, a kto z Boga. Synem Boga zrodzonym jest przecież Bóg (J 1:18). Określenia -rodny czy -rodzony nie mają nic wspólnego ze słowem stworzony. W j. greckim pierworodny to prototokos, a pierwszy stworzony to protoplastos (Mdr 10:1 wg LXX). Jezus jest określany tylko tym pierwszym terminem, a tym drugim Adam. Zapytajmy też, czy stworzenie może stwarzać? Jezus przecież jest Stwórcą (Hebr 1:10, J 1:3, Iz 17:7, Kol 1:16), a nie stworzeniem.
2) Chrystus nie jest stworzeniem, bo Kol 1:16 uczy, że "w Nim zostało wszystko stworzone i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne". Apostoł więc stwierdza, że nie istniało żadne stworzenie, któremu Chrystus nie dalby początku. Pierwsze jakiekolwiek stworzenie, czy w niebie, czy na ziemi, to dzieło Jezusa (Hebr 1:10 - ŚJ też ten werset odnoszą do Jezusa; "Prowadzenie rozmów..." s.378).
3) To, że Jezus jest "Pierworodnym wobec każdego stworzenia" (Kol 1:15) nie oznacza jak mówią ŚJ, że jest On stworzeniem. Pierworodny w Biblii to dziedzic, to ten, który dziedziczy po ojcu wszystko (Rdz 27:29, Hebr 12:16). Jezus jest, więc "dziedzicem wobec każdego stworzenia”, (Hebr 1:2 "Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy") por. Rz 8:29, Ps 89:28 ("A Ja Go ustanowiłem pierworodnym" tzn. dziedzicem, bo On już był Synem Jedynym). Ciekawe, że Kol 1:15 jest oddawany inaczej przez niektórych biblistów np. ks.Kow. "Pierworodny przed wszelkim stworzeniem"
Oto cytat ze strażnicy 15.07.2002 str.25
,,Czy nie przyznasz, że Świadkowie Jehowy (...) uczą wszystkie narody prawdy? (...) Czy dostrzegasz, że 'Bóg rzeczywiście jest wśród nich? (1 Koryntian 14:25). Czy opowiedziałeś się po stronie tych, którzy uczą prawdy wszystkie narody?
Prima aprilisowy żart?
,,Prawo Boże jest niezmienne, co napawa nas otuchą.'' (strona 16 ze Stażnicy15.04.2002). A jak wygląda sprawa z naukami głoszonymi w Imieniu Boga?. Czy nie powinno być podobnie?
Nie znam osobiście religii, częściej zmieniającej nauk, rzekomo pochodzących od Boga. Kiedy dodam do tego wasze chełpienie się, częste przypominanie, że poucza was sam (tutaj pada imię Boże, którego przez szacunek nie wymieniam, gdyż nie wierzę, aby was pouczał szczególniej i lepiej niż innych). Nie wiem, na jak przygotowanego do czytania, czytelnika, liczy się jeszcze w Brooklynie i dla kogo się coś takiego pisze. Wspominałem już wielokrotnie i jeszcze raz się powtórzę, że pisarze tak widocznych zaprzeczeń, pomijając słaby poziom artykułów, już dawno się ośmieszyli. Czytając, fragmenty takich tekstów, można odnieść wrażenie, że XXI wiek jest jeszcze daleko przed nam! Oto kilka przykładów:
Strażnica 15 czerwca 2002 strona 15.
"W trakcie studium słowa Bożego unikaj podejścia typowego dla wielu tak zwanych biblistów. Nadmiernie skupiają się oni na analizowaniu tekstu, jak gdyby Biblia pochodziła od człowieka" – Roman, teraz dopiero zrozumiałeś, dlaczego Brooklyn jest tak natchniony! Dlatego, że jest najlepszym przykładem pójścia za swoją własną radą! Unika podejścia typowego dla biblistów! To z takiego marszu, wzięły się wszystkie kolejno przepowiadane daty! Jezus wspomniał, że dnia i godziny nawet On nie zna! Unikając głębokiego analizowania tekstów, doszliście do zaskakujących świat, wniosków!
Strażnica 15 czerwca 2002 strona 30 - 31
''Jak na samobójstwo oraz na śmierć danego człowieka zapatruje się otoczenie. Interesuje to zwłaszcza starszych, którzy chcą, aby miejscowy zbór Świadków Jehowy cieszył się dobrą opinią. (...) Jeżeli jednak jakiś brat zostanie poproszony o przewodniczenie na takim pogrzebie, może uznać, że podejmie się tego jako osoba prywatna.'' Musi zdjąć kostium świadka, czasowo zostawić pod opieką dobrej opinii i przyoblec się prywatnie w światowca. Jak ZORRO? Wystarczy zmienić tablicę rejestracyjną, aby stać się obywatelem innego królestwa. Podobnie jak na balu maskowym! Po to, aby pomóc w godnym pochowaniu człowieka, nawet, jeżeli zmarły sam sobie odebrał życie, co często ma związek z ciężką depresją, która jest przecież chorobą, i jednocześnie zadbać o dobrą opinię zboru, trzeba nadzwyczajnego wyjścia? Nie można jawnie i z miłością do bliźnich, miłością, której deficyt poprawiać powinno właśnie chrześcijaństwo, odprowadzić zmarłego?
Strażnica 1 października 2002 strona 8.
''Fińskie Ministerstwo Ochrony Środowiska ogłosiło rok 2000 Rokiem Architektury Krajobrazu. (...) Sala Królestwa została wyróżniona medalem (...). Medal wręczono Świadkom Jehowy w hotelu (...) w Tampere. Na uroczystość przybyło 400 przedsiębiorców i specjalistów z branży.'' Medali nie przyznaje się za skromne, niczym nie wyróżniające się sale! Podkreślenie jest moim refleksyjnym światełkiem.
Pamiętacie cytat z Strażnicy z 1 października 2002 str. 8, gdzie Brooklyn pochwalił się medalem od rządu fińskiego za swoją luksusową Salę Królestwa i ładnie urządzony ogród? Inny numer pisze:
Strażnica 15 listopada 2002 strona 8-
''Świadkowie Jehowy, podobnie jak pierwsi chrześcijanie, zbierają się w skromnych miejscach wielbienia. (...) Są to najczęściej proste, praktyczne konstrukcje (..).''
Widziałem pomieszczenia wyłożone marmurami, które nie przypominały mi skromnego życia pierwszych naśladowców Jezusa, zmuszonych okresowo nawet do przebywania w katakumbach. Nie mam nic przeciw rozsądnemu standardowi i nie chcę współczesnych chrześcijan przenosić do podziemi. Wiem jednak, że wiele gmin żyje luksusowo!
STRAŻNICA 1 maja 2002-
,,Gdybyśmy nie byli czujni, mogłaby nas brać pokusa, by w trakcie nauczania dawać wyraz osobistym (...) poglądom. Mogłoby to zagrażać zwłaszcza komuś, kto jest skłonny do polegania na własnych wnioskach, nawet, gdy są one sprzeczne z tym, czego uczy organizacja Jehowy'' (strona 16). Celowo zabarwiłem ten ustęp na czerwono. Takie zdanie drażni, tak jak czerwień na arenie. Po pierwsze chełpienie się, że się jest organizacją, za którą stoi imię Boga, na co nigdy nie przedstawiono (oprócz pustosłowia),wiarygodnego dowodu. Po drugie, proszę o przeczytanie poniższego przykładu, niekontrolowanej pokusy w wyrażaniu osobistych poglądów:
"Apostołowie nie widzieli ani tak daleko, jak my; nie wiedzieli przecież nic o roku 1975". (Strażnica Nr 5, 1969 s.8).
Aż się głośno chce krzyczeć(wyć!). Ale kto to usłyszy! Czy od betonowego bunkra, cementowego kloca na nogach, do tego stanowczo przekonanego o własnej racji, nie odbijają się wszelkie argumenty? Twierdzo (jeszcze?) nie do zdobycia!
Murze milczenia!!! Jesteśmy właśnie za chrześcijańską czujność, przez was pogardzani. Przyrównywani do umytych świń, powracających do błota!
Jeżeli chodzi o dawanie wyrazu osobistym poglądom, czyje to były poglądy, 1914, 1916, 1917, 1918, 1920, 1921, 1923, 1925, 1931, 1975, pokolenie z 1914, ONZ, królowie północy i południa, kiedyś zabroniona transfuzja, teraz już w 90% dozwolona? Ile dzieci i dorosłych niepotrzebnie przez was umarło? Ilu szczerze wierzących, poszło na długie lata do więzienia, siedzieć za obronę waszych bredni (albo odmowę dzisiaj dozwolonej służby zastępczej), które nazywaliście nowymi światłami? Ile tragedii (śmiertelnych również w przypadku, kiedy transfuzja naprawdę mogła pomóc) i niepotrzebnych napięć, spowodowaliście w rodzinach na całym świecie? Wasze dzieła, które zalegają biblioteki, i oszukane pokolenia, będą wam przypominać!!! Oskarżać o manipulowanie tłumami! Podajcie, chociaż jeden przykład zmienionej nauki, która nie była waszym osobistym poglądem. Samozwańcy! Sami dostarczacie najważniejsze dowody na to, że nie jesteście organizacją cieszącą się uznaniem Boga! Wzięła was pokusa na dawanie osobistych poglądów! Ten fragment pasuje jak odlew, do formy waszego religijnego rozpasania! Wiem, że już dostrzegliście ostrą krawędź własnego kryzysu! Niech was Bóg osądzi, nie mój to osąd. Najlepiej zajmie się waszym rażącym przypadkiem, znając faktyczny rozmiar szkód, które spowodowaliście przez obsesyjne nadużywanie Jego świętego imienia.
"Pan nie powiedział, że w roku 1914 zostaną wyniesieni do chwały wszyscy członkowie Kościoła. To był tylko nasz wniosek, najwyraźniej błędny" (Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego, Brooklyn 1995, str. 635, 636, por. tamże 60 - 62, 211).
Zatem Russell przyznał, że w sprawie swych zapowiedzi na rok 1914 głosił nie słowo Pana, lecz swe własne wnioski, "najwyraźniej błędne". Zobaczmy, co pisze o takim postępowaniu Strażnica z 1 lutego 1992 roku:
"W czym zawinili fałszywi prorocy? (...) Nie głosili >>wspaniałych spraw Bożych
ania 2008-08-29 14:08:48
Kazik ty zawsze będziesz The Best ja wiem że mówisz co myślisz ja tez (przynajmniej tak myślę)
ale wiem że to co mówię może okazać się bolesne dla drugiej osoby i to co mówisz rani wiele osób
kizior 2009-01-16 17:14:18
roman jak ty duzo wiesz,,,podziw,,,,ale czy napewno
Kiler 2010-05-21 17:58:08
Roman, czy mógłbyś rozwinąć myśl?