Jeśli zamierzasz wykorzystać publicznie jakiekolwiek informacje lub materiały z tej strony - zapytaj o zgodę

Kult - W kółko o tym samym

Wojciech Wysocki

Brum 1995 (numer kwiecień)


„Nigdy nie było takiej rzeczy, takiej sprawy, dla której warto byłoby pójść na kompromis, nagiąć się. Zawsze nadrzędną rzeczą było to co robiliśmy. Nadrzędna była bezkompromisowość.


Kazik Staszewski


BRUM: Zanim powstał KULT prowadziłeś niemal punkową formację POLAND. Czy decyzja o powołaniu nowego zespołu – właśnie KULTU – wyniknęła z Twojego znużenia punkową estetyką czy po prostu maiły miejsce zdarzenia losowe uniemożliwiające dalszą działalność pod szyldem POLAND?


KAZIK STASZEWSKI: Właściwie to jedno i drugie. Punk wycisnął na mnie ogromne piętno i zawsze powtarzam że niebyłbym teraz tym kim jestem gdyby nie punkrock. Miałem wtedy 15/16 lat i punk kupowałem bardziej na zasadzie mody niż świadomego wyboru. Teraz myślę o tym, że dobrze iż tak się stało. Punk był zdarzeniem natury rewolucyjnej a takie zdarzenia mają to do siebie, że są energetyczne, mocne ale trwają krótko. Kiedy narodziła się druga fala muzyki punkowej na Zachodzie, zaczęły grać The Exploited, Anti-Pasti a w Polsce pojawiły się Dezerter, Xenna ja już punkowcem nie byłem. Zaczęła mnie interesować nowa fala a wyrazem tego było utworzenie m. in. KULTU. Z drugiej strony, w lecie 1981 roku Poland miał poważne kłopoty kadrowe i w końcu rozsypał się. Byłem wtedy na pierwszym roku studiów, wciągnęła mnie wtedy nowa sytuacja, strajki studenckie. Nie miałem weny do grania. Potem kiedy zaczął się Stan Wojenny ruszyliśmy znowu, praktycznie w podobnym składzie (zmienił się tylko basista), za to z potrzebą cenzury czasowej i nazwowej aby obie formacje odgrodzić. Zmieniliśmy nazwę i tak to się zaczęło.


BRUM: W którym miejscu umieściłbyś wczesny Kult pośród bogactwa stylistycznego jakie przyniosła ze sobą muzyka new wave?


KAZIK: Punk był takim wybuchem, który rzucił na glebę garść ziarna, a z nich wyrosło wiele różnych kłosów. Wtedy słuchało się masę różnych rzeczy. Osobiście miałem ten komfort, że dzięki rodzinie w Anglii płyty docierały do mnie na bieżąco. Zaczynaliśmy w klasycznym składzie: gitara, bas, bębny, wokal. Słychać było jeszcze trochę punkrocka, ale znać dawały o sobie nowe czasy. Każdy z nas miał nieco inne fascynacje: od funky po stonesowską tradycję. Wtedy też uświadomiłem sobie, że... punk nie wystrzelił sam z siebie, że warto iść wstecz do Iggy Popa, Kinks, Lou Reeda. Pierwszy etap Kultu był pełen zmian. Jeden skład istniał średnio pół roku. Kilka prób, koncert, rozsypka i ruszał następny skład z praktycznie nowym programem. Przez pierwsze trzy lata, aż do chwili gdy koncertów zaczęło być więcej, funkcjonowaliśmy w taki sposób. Ciągle kręciło nas coś nowego i to było słychać w naszej muzyce. Była edycja Kultu, w której przeważyli zwolennicy The Rolling Stones, był okres fascynacji Laibachem, kiedy próbowaliśmy grać industrial. Z każdym nowym wcieleniem odrzucaliśmy stary materiał, rodziła się nowa koncepcja. Jedynie chyba „Krew Boga” była taką naszą stałą piosenką, graną z resztą w kilkunastu kolejnych wersjach.


BRUM: Pierwsze zarejestrowane i wydane nagrania Kultu mają dosyć wyraźny wspólny mianownik i to niekoniecznie muzyczny. Przesycone są specyficznym, religijno-etycznym klimatem...


KAZIK: Gdzieś koło roku 1983 zacząłem pisać teksty w sposób bardziej świadomy. Staralem się nawiązywać do tego, czego nauczyłem się studiując „Pismo Święte”. Zespołem kierował wtedy praktycznie nasz basista, Piotrek Wieteska i on zawsze jakoś wyczuwał na co można sobie pozwolić, a co nie jest godne kogoś grającego w Kulcie. W wyniku tego odrzuciliśmy wszelkie kontakty z massmediami i propozycje nagraniowe. Utrzymywaliśmy taką ortodoksyjną niezależność, która z jednej strony była sporą barierą przed zaistnieniem dla szerokiego audytorium, ale z drugiej dawała nam duży komfort psychiczny i chyba również pewien szacunek wśród słuchających naszej muzyki.


BRUM: Co wobec tego skłoniło Was do pierwszych nagrań studyjnych?


KAZIK: Powód był prozaiczny: pieniądze. Naszemu ówczesnemu basiście ktoś ukradł pożyczoną gitarę, która kosztowała jakąś niewyobrażalną ilość pieniędzy. Kolega zatrudnił się w firmie polonijnej aby to jakoś odpracować. Wyliczył sobie nawet, że pracując przez cały rok przy zgrzewarce uzbiera potrzebne 120 tysięcy złotych i będzie mógł gitarę odkupić. Wtedy pojawiła się propozycja Topressu aby nagrać coś na składankę „Jeszcze młodsza generacja”. Przyjmując tę propozycję mogliśmy spłacić połowę gitary.


BRUM: Pierwszy „medialny” utwór KULTU: „Piosenka młodych wioślarzy” był dość nietypowy dla Waszego ówczesnego repertuaru i raczej słabo charakteryzował zespół...


KAZIK: Tę piosenkę wybrał ówczesny decydent Tonpressu, Marek Proniewicz, który jeśli chodzi o sprawy cenzury – był jeszcze bardziej nieubłagany niż etatowi pracownicy tej instytucji. Przedstawiliśmy mu cztery kompozycje. „Wioślarzy” umieściliśmy tak na doczepkę, głównie dlatego, że na kasecie zostało jeszcze trochę miejsca. Proniewicz wszystkie nasze cztery propozycje odrzucił i powiedział, że ewentualnie może się zgodzić właśnie na „Wioślarzy”. Trochę się podłamaliśmy. Z tym związana jest jeszcze jedna śmieszna historia. Płacono od czasu nagrania, a „Wioślarze” mieli niecałe dwie minuty. Postanowiliśmy tę piosenkę nieco wydłużyć, pojawił się zaśpiew „oj joj”, z którym nas potem kojarzono. Najważniejsze, że gitara została spłacona. Przy tej okazji stała się rzecz, której zupełnie nie brałem pod uwagę – spodobało mi się nagrywanie w studio. Rajcowało mnie to do tego stopnia, że odpadły wcześniejsze bariery. Kiedy rok później zaproponowano na singiel dla Tonpressu to ani ja, ani Piotrek nie mieliśmy już takich obiekcji.


BRUM: Pierwszy singiel i od razu spory sukces...


KAZIK: Dzięki „Piosence młodych wioślarzy” Kult zaistniał w masowej świadomości choć na koncertach tego utworu nie graliśmy. „Do Ani” pojawiło się w radio i stało się przebojem. Ludzie zaczęli kojarzyć nazwę z muzyką, bo ta piosenka dawała już jakieś wyobrażenie o zespole. Zawsze powtarzałem, że piszę piosenki o religii, polityce i miłości „Do Ani” była piosenką o miłości.


BRUM: Powodzenie „Do Ani” sprawiło, że propozycje nagrania płyty posypały się jak z rękawa?


KAZIK: Pojawiła się oferta „Poltonu”. Pan Jacek Chojnacki, szef firmy uzależnił wydanie płyty od przyjęcia zespołu przez publiczność na koncercie. Kiedy graliśmy w „Riwierze” przyszły takie tłumy, że nie dostał się do środka. W tym czasie z zespołu odeszli Piotrek Wieteska i Jacek Szymoniak. Ochrzcili się w religii Świadków Jehowy i cały swój czas poświęcili na głoszenie Słowa Bożego. Na basie zagrał Jeżyk, z którym znałem się jeszcze w Polandzie. Doszedł też Paweł Szanajca, który nie umiał grać na niczym, ale ponieważ był moim najbliższym przyjacielem było jasne, że będzie grał „u mnie w zespole” na saksofonie. Po tym jak odszedł Piotrek, chcąc nie chcąc stałem się liderem Kultu. Nie lubię tego określenia ale chyba jest to jedyne odpowiednie słowo. Przed nagraniami graliśmy ze sobą tylko trzy miesiące. Cenzura wyrzuciła połowę materiału. Jeśli dorzucić do tego kiepskie studio i realizatora, z który uważaliśmy się nawzajem za głupków, trudno uznać tę płytę za udaną .


BRUM: Zarówno „Kult”, jak i Wasza następna płyta „Posłuchaj to do ciebie”, cieszyły się sporą popularnością mimo oczywistych, brzmieniowo – warsztatowych niedostatków...


KAZIK: Drugą płytę cenię dużo bardziej. „Kult” to raczej niezbyt udana ciekawostka, natomiast „Posłuchaj” jest płytą, z której jestem zadowolony, która pokazała akurat to na co było nas stać i do dziś się jej nie wstydzę. Materiał na tej płycie to właściwie odrzuty z naszej pierwszej sesji. „Posłuchaj to do Ciebie” była nagrywana zaledwie dwa miesiące po „jedynce” i choć zawierała gorsze piosenki – ostatecznie wypadła lepiej. Była lepiej zagrana, w lepszym studio, z lepszym realizatorem. Cykl wydawniczy w Polsce był wtedy tak długi i pokręcony, że sami do końca nie wiedzieliśmy, która z tych płyt ukarze się pierwsza.


BRUM: Potem nagraliście LP „Spokojnie”. Czy zgodzisz się z opinią wielu osób uważających tę płytę za największe osiągnięcie Kultu?


KAZIK: Myślę, że tak. Mieliśmy zupełnie nowy program, mocno fascynowaliśmy się muzyką psychodeliczną z przełomu lat 60 i 70. Był to taki wyjątkowy moment w historii Kultu, kiedy wszyscy mieliśmy te same inspiracje. To rzeczywiście najlepsza płyta Kultu. Nagrywaliśmy w poznańskim studiu „Giełda”. Same warunki nagrywania były wręcz komfortowe. W tym studiu przechowywała swe instrumenty Orkiestra Górnego. Były oryginalne Hammondy, fortepian Steinwaya, wibrafon… I można było z tego korzystać. Zupełnie świadomie cofnęliśmy się w przeszłość. Próba stworzenia takiej neopsychodelii była posunięta do tego stopnia, że nawet zaczęliśmy się tak ubierać. I nie był to wyłącznie nasz sceniczny image. Po prostu weszliśmy w to wszystko bardzo głęboko. Tak wyglądał Kult aż do momentu wyjazdu do Anglii.


BRUM: Mówiłeś że piosenki Kultu opowiadają „o religii” polityce i miłości”. Nie sądzisz, że ze względu na ingerencję cenzury funkcjonowały jakby dwa zespoły? Kult na płytach poruszający się w kręgu tematyki religijno-etycznej i Kult koncertowy, prezentujący zupełnie inne, polityczne oblicze...


KAZIK: Nigdy nie traktowałem cenzury jako dopustu bożego. A na koncertach nikt nie mógł nam zaszkodzić. No może z jednym wyjątkiem. Kiedy poddenerwowani naszym pierwszym pobytem w Jarocinie zetknęliśmy się z całym tym kołowrotem cenzurowania programów, pękliśmy. To jedyny kompromis jaki sobie przypominam.


BRUM: Po nagraniu „Spokojnie” zdecydowałeś się na opuszczenie zespołu czyli praktycznie rozwiązałeś Kult. Było to dużym zaskoczeniem...


KAZIK: Nagraliśmy tę płytę i rozpoczęliśmy serię koncertów w rozbudowanym składzie. Graliśmy tak dużo, że nie było czasu na nowy repertuar. Spowodowało to we mnie...zniechęcenie i obrzydzenie tym co robię. Do tego miałem już czteroosobową rodzinę, a z samych koncertów utrzymać ją było niezwykle trudno. Wymyśliłem więc, że to koniec z moim muzykowaniem, że pojadę na dłuższy okres do Londynu, do pracy, tam nauczę się czegoś konkretnego i zarobię jakieś pieniądze. Zamknięciem całego okresu istnienia Kultu miały być dwa koncerty w „Riwierze”. Tak się złożyło, że wydaniem płyty z tych występów zainteresował się „Polton” i tak powstał LP „Tan”. Nie był to jednak koniec Kultu. Okazało się, że nie było mowy o roku pobytu w Anglii. Ile można smarować tapety i szukać wspólnego języka z kolesiami na budowie. Już pod koniec trzeciego miesiąca dostawałem kurwicy. Myślałem tylko o jednym – wracać i grać, to jest to co kocham. Moje „budowlane” doświadczenia ostatecznie uświadomiły mi co chce robić w życiu.


BRUM: Nowy skład, nieudana fuzja z muzykami z zespołu Still. Nie był to chyba najciekawszy etap w historii Kultu.


KAZIK: Ta cała fuzja ze Stillem to raczej przypadek. Fala grał z nami już podczas koncertów zarejestrowanych na płycie, a Rafał Kwaśniewski zastąpił Piotrka Morawca, który akurat wyjechał za granicę. Z perspektywy czasu zgodzę się, że nie był to najciekawszy okres w Kulcie. W jednym zespole znalazły się dwie grupy ludzi z zupełnie innych parafii. Ludzie którzy nie do końca się kumali. Z tego okresu pochodzi LP „Kaseta”. Kolejny skład, już z Piotrem, który wrócił do kraju, był dobrany znacznie lepiej. Jeśli chodzi o porozumienie mentalne – był niemal idealny. Wtedy również zdarzyła nam się fantastyczna przygoda czyli wyjazd na koncerty do Brazylii. Ta wyprawa związała nas ze sobą szczególnie. Nie wyobrażałem sobie wcześniej że mogą się trafić takie przygody i tacy kumple. W Brazylii byliśmy 5 tygodni, w związku z czym musiałem podjąć decyzję czy bawię się w kończenie studiów czy pozostaję przy graniu. Szczególnie długo się nie wachałem.


BRUM: Po powrocie z Ameryki Południowej nagraliście płytę „45/89”, która nie tylko zawiodła oczekiwania Waszych sympatyków ale wręcz sprawiła wrażenie zupełnie przypadkowej...


KAZIK: Razem z płytą koncertową, „45/89” jest najgorszym materiałem Kultu. Mieliśmy wtedy taki okres, że o ile piosenki zrobione w ciągu pierwszych czterech lat naszego działania nie zostały utrwalone w ogóle, o tyle potem chcieliśmy rejestrować każdy etap naszego grania.


BRUM: „Your Eyes”...


KAZIK: Tę płytę zrobiliśmy w trzy miesiące od nagrania „45/89”. Chociaż nie mieliśmy gotowego programu to skład uzupełniony wtedy o Banana wydał nam się na tyle optymalny, że chcieliśmy zrobić coś nowego. Numery powstały w dwa tygodnie. Były to wielkie dni Piotrka Morawca, który skomponował zdecydowaną większość materiału. Z tej płyty również jestem zadowolony do dziś. Znalazła się na niej cała masa fajnych kawałków. Może trochę słabiej natomiast słucha się jej od strony brzmieniowej, bo całość jest za bardzo industrialna. Pomyśleliśmy, że skoro „45/89” w dużej mierze zawalił bębniarz to teraz zagramy z automatem.


BRUM: Przez Kult przewinęło się wielu muzyków. Częste zmiany składów napędzały ten zespół czy raczej przeszkadzały mu w pełniejszym rozwoju? Czy można powiedzieć, że od strony personalnej Kult ustatkował się?


KAZIK: Postrzegam to jako taki specyficzny tygiel, wymieszanie różnych ludzi, które w efekcie doprowadziło do tego czym jest Kult teraz. Zmiany ludzi nie osłabiły zespołu, może jedynie wydłużyły pewien proces dobierania się odpowiedniego towarzystwa. Siłą Kultu jest to, że każdy z nas ma inne spojrzenie na muzykę ale podstawą wspólnego grania jest porozumienie mentalne, które Kult osiągnął w swoim aktualnym składzie. Aby jednak do tego doszło, wszystkie przetasowania były potrzebne.


BRUM: Twoje teksty wpisały się w świadomość odbiorców tak mocno, że można chyba powiedzieć o „pewnej wizji świata wg Kazika Staszewskiego”. Czy Twoje postrzeganie rzeczywistości bardzo zmieniło się od czasów Waszej pierwszej płyty?


KAZIK: Moja hierarchia wartości, postrzeganie świata ukształtowały się ostatecznie w roku 1983. Wtedy to zaczęły powstawać te ważne teksty. Od tamtego czasu właściwie to ja w kółko o tym samym. I mimo, że czs płynie, nadal podpisuje się pod każdym swoim tekstem obiema rękami.


BRUM: Nie sądzisz, że drapieżność, ostry charakter Twoich tekstów bardziej jest teraz słyszalna na płytach Kazika a Kultu, jakby dojrzewając wraz ze swymi słuchaczami, przemawia coraz mniej dosłownie, wręcz skłania ku poetyckim metaforom?


KAZIK: Trzeba pamiętać że w ostatnim okresie zrobiłem trzy solowe płyty, a Kult dwie, z których tylko jedna zawierała własne piosenki. „Tata Kazika”, płyta trochę jak dla nas nietypowa, odcisnęła na mnie mocne piętno. Tak, jak w muzyce zaczęło się odchodzenie od grania rockowego do miejskiego folkloru, być może w tekstach nastąpił zwrot od „publicystyki” Kultu raczkującej poezji. Nigdy nie uważałem siebie za tekściarza quasi poetyckiego. Może by czas spróbować?


BRUM: Nie wydaje Ci się, że dzisiaj Kult stał się na polskiej scenie rockowej czymś w rodzaju „świętej krowy”? Jesteście powszechnie szanowanym zespołem, o Kulcie źle się nie pisze... Nie boisz się, że spoczniecie na laurach?


KAZIK: Coś w tym jest. I ja mam zarzut do polskiej publicystyki muzycznej, że i w „Brumie” i w „Tylko Rocku” strasznie rzadko można spotkać jakąś skrajną opinię. Wszystko jest takie rozmydlone. Na pięć gwiazdek dobra płyta dostaje cztery, a zła trzy. Jestem świadomy, że potrafimy zagrać świetny koncert ale zdarza nam się też koncert położyć. Potem czytam recenzję, domyślam się, że dziennikarzowi koncert się nie podobał, a on mimo to pisze „byli zmęczeni”, „złe nagłośnienie” itp. Ja się specjalnie nie przejmuję tym co o mnie piszą w gazetach. Niepokoją mnie natomiast takie rzeczy, które dzieją się wewnątrz zespołu. U części kolegów widzę już myślenie: „nie warto pracować bo i tak będzie dobrze”.


BRUM: Zapowiedziałeś na ten rok nagrywanie płyty „Tata Kazika 2”. Czy nie jest to pierwszy krok Kultu w stronę tzw. odcinania kuponów?


KAZIK: „Tata Kazika” to nasz największy sukces komercyjny. Płyta, której sprzedaży nie da się porównać z żadną inną naszą produkcją. Dlaczego nie wrócić do tych piosenek skoro ludzie chcą ich słuchać? Może to robić wrażenie odcinania kuponów ale gdy sobie przypomnę ile czasu i pracy kosztowało nas przygotowanie jakiejkolwiek innej płyty Kultu, i to mimo teko, że piosenki były już gotowe. Może nieświadomie trochę się usprawiedliwiam ale żal by mi było gdyby te piosenki przepadły. Trzymam je wszystkie tutaj w domu, odpisy mają może ze trzy osoby i na tym koniec. Jak sobie wyobrażę, że nikt nie usłyszałby „Celiny”, „Baranka”...


BRUM: Jaki Kult jest poza sceną?


KAZIK: Kult to zupełnie różni ludzie, którzy jednak tworzą jedną całość. To zespól w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Podobnie myślimy, mamy podobne poczucie humoru, w ogóle kochamy się!


Adaś Kowalczyk i Rafał Księżyk





SONDA


KRZYSZTOF „BANAN” BANASIK: „Nie jestem zainteresowany udzielaniem się w pismach muzycznych.”


TADEUSZ BAGAN „Nie można porównywać dzisiejszego Kultu z tym sprzed dwunastu czy piętnastu lat. Byliśmy wtedy grupą kumpli, którym do szczęścia wystarczył , kawałek kanciapy na próbę i raz na jakiś czas koncert. Dopiero po jakimś czasie, kiedy jako tako nauczyliśmy się grać, pojawiły się pewne tarcia muzyczne. Ja i Alek Januszewski zmierzaliśmy w rejony raczej bliższe temu, co w tej chwili robi Kazik solo. Chcieliśmy, po prostu grać mocniej, ciężej... Tymczasem reszta chłopaków zbliżała się do quasi kabaretowych piosenek, w stylu choćby . W 1983, razem z Alkiem odeszliśmy i założyliśmy sobie Toten Tanz. Praktycznie jedyną pozostałością po naszym graniu w Kulcie, jest kawałek .”


PIOTR WIETESKA „Po rozpadzie Poland istniało przez jakiś czas takie 0 Poland Novelty. Któregoś dnia spacerowałem sobie z Kazikiem i w pewnym momencie padło hasło żeby założyć nowy zespół. Zaprosiłem więc Kazika do domu i zagrałem mu patent na . On mi na to, że też ma kilka pomysłów... i sprawa była gotowa. Zaopatrzeni w dwa i grube rękawice (była zima), zainstalowaliśmy się w kazikowym domku. W Radości pod Warszawą i zaczęliśmy próby. Potem do czasu pierwszej płyty, Kult działał na zasadzie: co pół roku koncert – co pół roku zupełnie nowy materiał. Niestety żadna płyta nie oddała tego klimatu. Moim zdaniem wychodziły one (a przynajmniej pierwsza) zbyt plastikowo – płasko. Kiedy w 1986, razem z Jackiem Szymoniakiem odeszliśmy, Kult od razu zabrzmiał ostrzej. Ciekawe, ale gdybyśmy wtedy zostali, muzyka Kultu przypominała by raczej solowego Kazika. Bardzo działały na nas takie funkowo-rapowe rytmy... szkoda, że jakoś nie udało się ich wtedy zagrać."


IREK WEREŃSKI „Nie gram zbyt długo w Kulcie... chyba jakieś dziewięć lat. Oczywiście, że w tym czasie kapela bardzo się zmieniła. Wiesz, kiedy zaczynaliśmy, czasy dla rocka, przynajmniej w naszym kraju, nie były najlepsze. Chociaż, kto wie... może właśnie dla tego zespół w ogóle przetrwał. Non stop zmieniał się skład, ja sam grałem tutaj z sześcioma perkusistami. Praktycznie jedyną osobą, działającą w Kulcie od początku jest Kazik. Stąd też jego funkcja lidera jest jakby oczywista. Dzięki niemu, mimo kilkunastu lat na karku, zespół konsekwentnie zachowuje swój charakter. Jasne że muzyka zmieniła się – to akurat zależało od tego, kto w danym składzie, w danym momencie miał najwięcej do powiedzenia. Kazik ze swymi tekstami i sposobem śpiewania stał jakby trochę z boku i chyba właśnie to spajało kolejne materiały. Kult a Kazik solowy? Na szczęście jest granica, którą Kazik oddziela te sprawy. Składy się nie mieszają, na koncertach nie gramy utworów Kazika, a Kazik na swoich nie gra Kultu... Trochę niepokojące jest to, że czasem ludzie domagają się tego. Ale cóż, ostatecznie każdy z nas grał lub gra w innych zespołach. Ja grałem w Brygadzie Kryzys, Janusz ma swoich Przyjaciół, Banan grał w Armii... Kazik więc też ma do tego prawo. Ogólnie najważniejsze jest to, że nawet teraz, będąc zespołem znanym dość popularnym, udaje nam się zachować pewien nie komercyjny charakter i nadal się rozwijać.”


JANUSZ GRUDZIŃSKI „Kiedy doszedłem do Kultu, to tak naprawdę nikt z nas nie potrafił grać. To była po prostu, dobra, punkowa... czy może raczej nowofalowa zabawa. Sprawa zrobiła się trochę poważniejsza, kiedy dołączył do nas Jeżyk i Szanajca. Zaczęło się nagrywanie płyt, radio, częstsze koncerty... i tak jest do dziś. Kazik? Wiem, że panuje opinia, że Kult to Kazik i ktoś tam jeszcze. Jest w tym trochę racji, ale bez przesady. Ostatecznie Kazik nie gra przecież na niczym, więc komponowanie nie jest jego najmocniejszą stroną. Jasne, często przynosi jakąś melodię czy parę akordów, ale właściwie nigdy nie jest to gotowy utwór. Zresztą czy to ważne? Klimat w zespole jest taki jak kiedyś. Siedzimy w piwnicy, robimy numery... Bez liderów i gwiazd. Popularność Kazika, zarówno solowego, jak i jako formacja Kultu, to już jego sprawa. My robimy swoje i każdemu jest z tym dobrze.”


RAFAŁ KWAŚNIEWSKI „Właściwie nigdy nie czułem się jakoś bliżej związany z Kultem. Poznaliśmy się w , gdzie, wcześniej miałem próby z Dezerterem. Jakoś się dogadaliśmy, zacząłem przychodzić do nich na próby, skomponowałem dwa utwory (jeden z nich, , jest grany do dziś) i nagraliśmy płytę pt.: . Zaraz potem były wakacje i pojechałem do Norwegii żeby zarobić trochę kasy. Jak wróciłem, to grałem już w Elektrycznych Gitarach. Nigdy nie byłem fanem Kultu, nigdy nie słuchałem ich płyt, nie chodziłem na koncerty... a jednak czuję do nich ogromny sentyment. To był naprawdę bardzo przyjemny okres.”


PAWEŁ SZANAJCA „Bzdurą jest mówienie, że Kult stracił swój charakter i klimat wraz z nagraniem pierwszej płyty. Gdzie tam! Doszedłem do zespołu na kilka miesięcy przed wejściem do studia i zostałem na dobre dwa czy trzy lata. Może, faktycznie nie byliśmy do końca konsekwentni. Początkowo ignorowaliśmy wszelkie zdjęcia, prasę... potem, jak łatwo zauważyć przeszło nam... Co tam zresztą, niech o naszym podejściu do grania świadczy choćby to, że grając na saksofonie od dwóch tygodni, grałem już na festiwalu Rock Opole! Potem nasze drogi rozeszły się w naturalny, bezkonfliktowy sposób... po prostu, coś się skończyło. Grałem w Izraelu, teraz mam free jazzową kapelę Nobody... wciąż jednak uważam Kazika za jednego z najinteligentniejszych ludzi jakich znam, Reszta to miernota.”


 
wyszukiwanie
Pokaż artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ zawierające następujące słowo:


według źródła
Zobacz artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ z następujących źródeł:
Alej jaja (1)
B1 (1)
Bizz (1)
BRAVO (1)
Brum (18)
Bstok.pl (1)
Cogito (2)
Dziennik Bałtycki (5)
Dziennik Wschodni (1)
Express Wieczorny (2)
Fakt (1)
forum KKK (1)
Gazeta - Dziennik Polonii w Kanadzie (1)
Gazeta Braniewska (1)
Gazeta Krakowska (1)
Gazeta Łódzka (1)
Gazeta Na Pomorzu (1)
Gazeta Olsztyńska (3)
Gazeta Poznańska (1)
Gazeta Wyborcza (21)
Gazeta Wyborcza (Częstochowa) (1)
Gazeta Wyborcza (Kraków) (1)
Gazeta Wyborcza (Olsztyn) (1)
Gazeta Wyborcza (Poznań) (1)
Gazeta Wyborcza (Szczecin) (1)
Gazeta Wyborcza (Wrocław) (2)
Gazeta Wyborcza - Dolnośląska (1)
Gazeta Wyborcza Sport (1)
Gentleman (1)
Gitara i Bas (1)
Głos Szczeciński (1)
Halo (1)
Halsky Entertainment ;) (1)
Ilustrowany Kurier Terenowy (2)
Impuls (1)
in vitro (1)
Insider (1)
Klan (1)
Kulisy (3)
Kurier (1)
Kurier Lubelski (1)
Kurier Polski (1)
Kurier Poranny (2)
Kurier Tygodnik Południowo-Zachodni (1)
Machina (18)
Metropol (2)
Muza (3)
Nasza Legia (2)
Non Stop (4)
Nowe Państwo (1)
Nowości (1)
Nowy Dziennik (6)
Nowy Dziennik N.Y. (1)
Nuta.pl (5)
Obserwacje (2)
Onet.pl (2)
ORGAN (1)
Ozon (1)
PC World Computer Special (2)
Playboy (1)
PolEcho (1)
Polityka (1)
PRACA PROSEMINARYJNA - WSTĘPNA (1)
Przegląd Sportowy (1)
Przegląd Świętokrzyski (1)
Przekrój (2)
Radio Bis (1)
Reset (1)
Rock Szok (1)
Rzeczpospolita (7)
Słowo Ludu (1)
Słowo Polskie (2)
Super Express (15)
Super Express – Pilot Olsztyński (1)
Super Express - Pilot Olsztyński (2)
Sztandar (1)
Sztandar Młodych (2)
Śruba (1)
taz Hamburg (1)
Temi (2)
Teraz Rock (6)
The Warsaw Voice (1)
trojmiasto.pl (1)
TU (1)
TV Pilot (1)
Twój Styl (1)
Tygodnik Nowosądecki (2)
Tylko Rock (52)
Ultraszmata (3)
Voice (1)
Wprost (2)
www.nuta.pl (1)
www.racjonalista.pl (1)
www.YoYo.pl (1)
Wysokie Obcasy (2)
XL (9)
Zwierciadło (2)
Życie (6)
Życie na Gorąco (1)
Życie Warszawy (2)


Byłem świadkiem Jehowy. Moja prawdziwa historia
Znacie takiego Kazika Staszewskiego (l. 40): demon ekspresji, artysta niepokorny. To na scenie. Ale takiego go nie znacie: w domu gotuje, zajmuje się kotami, ogląda filmy. Wolny cz... [więcej »]


Los się musi odmienić
Unika mediów, jednak nam dał wywiad. Uciekał w pijaństwo, ale już wraca. Ma kryzys, ale widzi światełko w tunelu. Szuka izolacji, dawkuje przyjaźń. Nagrywa płytę z Piotrkiem Wietes... [więcej »]


Kazik Staszewski - punk?
Dziś lider zespołu Kult – wtrąca tu swoje nie 3, ale aż „12 groszy” – taki bowiem tytuł nosi jego najnowsza solowa płyta. Znak zodiaku: astrologia to grz... [więcej »]


Dla Elvisa spalam się
AGNIESZKA CZAJKOWSKA, TOMASZ JANOŚ: Widziałeś pierwsze części koncertu, który zamknął Twój występ z Kultem i Kazikiem na Żywo? KAZIK STASZEWSKI: Nie. Byłem tak zdenerwowany przed... [więcej »]


Są nagrody, które odbieram
Z Kazikiem Staszewskim, liderem Kultu i Kazika na Żywo, rozmawia Anna Urbańczyk ŻYCIE: Mam nadzieję, że mi nie "wyk...isz z laczka i nie poprawisz z kopyta", jak śpiewałeś w swy... [więcej »]


KAZIK - WYWIAD NA ŻYWO
Od dawna chcieliśmy porozmawiać z pierwszym „raperem wschodu” – tak kiedyś ochrzciła Kazika wytwórnia płytowa przy okazji premiery jego solowej płyty. I chociaż a... [więcej »]


Kazik – Opera za 12 groszy
Nuta: Stale wygrywasz w rozmaitych podsumowaniach i plebiscytach muzycznych. Czy te kolejne zwycięstwa wywierają na Tobie jeszcze jakieś wrażenie? Kazik Staszewski: Generalnie nie... [więcej »]


Nie jestem raperem
Umówiłem się z Kazikiem w jego mieszkaniu. W cichym budynku, w centrum Warszawy. Na bramie napisane przez fanów teksty Kultu i słowa uwielbienia. Pukam do drzwi mieszkania oblepion... [więcej »]


Podpowiadanie wibracji
Tę rozmowę z Kazikiem Staszewkim zacząłem od 12 groszy. Prawdę powiedziawszy: trudno było nie zacząć. Materiał ten i ogromnie spodobał się naszym czytelnikom (vide Tylko Najlepsi 9... [więcej »]


Chciałbym być konsulem w Kurytybie
KAZIMIERZ STASZEWSKI ur. w 1963 r., wokalista, autor tekstów piosenek. W 1979 r. założył zespół Poland, trzy lata później Kult, jedną z najważniejszych formacji alternatywnego rock... [więcej »]




komentarze i recenzje


dodaj komentarz lub recenzję

Twoje imię lub pseudonim:



Twój adres e-mail:



  

Treść komentarza lub recenzji:

  zapamiętaj imię lub pseudonim oraz e-mail